Obudził mnie krzyk matki. Jęknęłam i spojrzałam w telefon. Była już 8. Po prostu świetnie, mam dosłownie 30 minut na uszykowanie się i dojazd do szkoły. Pięknie. Choć sytuacja nie była zabawna, uśmiechałam się do siebie. Spojrzałam w okno, zobaczyłam Matta czytającego książkę. Pomachałam mu i wpadłam na pomysł. Wzięłam telefon i do niego napisałam.
Lynette: Jesteś bardzo zajęty?
Matthew: Nie, a co ?
Lynette: A zawiózł byś mnie do szkoły? :)
Matthew: Ciebie zawsze :* Za 10 minut u mnie na podjeździe :)
Nie odpisałam dalej, tylko zaczęłam się szykować. Wybrałam pierwsze lepsze spodnie i t-shirt. Ruszyłam do łazienki. Darowałam sobie makijaż i prostowanie włosów. Zrobiłam luźnego warkocza i zbiegłam ze schodów o mały włos, bym się zabiła. Głupie śliskie skarpetki. Oczywiście były nie do pary. Samochód mojej matki właśnie odjechał z podjazdu. "Dzięki wielkie mama, mogłaś mnie podwieźć." Ubrałam supry i jak oparzona wybiegłam z domu. Zatrzasnęłam drzwi i ruszyłam na podjazd Matt'a. Stał już przy samochodzie z szerokim uśmiechem na twarzy. Podeszłam do niego i na przywitanie przytuliłam go, a on odwzajemnił uścisk.
- Wskakuj księżniczko, bo się spóźnimy. - zaśmiałam się i ruszyłam na miejsce pasażera. Lubiłam gdy nazywał mnie księżniczką, to było takie opiekuńcze. Podobało mi się. Jazda minęła szybko. O 8:25 byliśmy pod szkołą. Matthew wysiadł ze mną i zaproponował, że odprowadzi mnie do klasy. Nie miałam nic przeciwko. Poczułam się dziwnie, wszystkie dziewczyny patrzyły na mnie jak na dziwadło, w sumie nie mogę się dziwić. Wyglądałam jak gówno, a koło mnie szedł bóg seksu. Dominic chyba to zauważył i objął mnie ramieniem i szepnął do mojego ucha "Nie przejmuj się". Uśmiechnęłam się bardziej do siebie niż do niego. Zatrzymaliśmy się przed klasą w tym samym momencie zadzwonił dzwonek ogłaszający lekcje. Przytuliłam go na pożegnanie. Odwzajemnił uścisk.
- O której kończysz ? - powiedział odsuwając się ode mnie.
- O 15. - już wiedziałam co ma namyśli.
- Będę. - powiedział uśmiechając się i pokazując swoje dołeczki. - Do zobaczenia księżniczko. - pocałował mnie w czoło i odszedł. Oczywiście mój squad, wszystko obserwował z bezpiecznej odległości. Weszłam do klasy. Usiadłam na stałym miejscu. Była historia, nauczyciel mówił o drugiej wojnie światowej. Mój ulubiony temat. Starałam słuchać co pan Jones mówi, ale dostałam tak zwanej "zawiesiny". Patrzyłam na profesora, wręcz wlepiałam w niego swój wzrok. Myślałam o wszystkim tylko nie o lekcji. O tym co się wydarzyło przez ostatni rok. Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek kończący lekcje. Nie zapisałam ani jednego słowa z lekcji. Podczas przerwy dowiedziałam się, że na następnej lekcji, będzie kartkówka z tego co mówił pan Jones. Po prostu świetnie, wtedy gdy go ani trochę nie słuchałam on zamierza zrobić kartkówkę. Już wiem co dostanę...anyway....reszta lekcji minęła szybko. Nawet się nie zorientowałam, a już byłam przy wyjściu ze szkoły. Jeff zaproponował, że mnie podwiezie. Grzecznie odmówiłam i powiedziałam, że Matt po mnie przyjedzie, co okazało się błędem, bo on i Holland unieśli w dziwny sposób brwi. Zaśmiałam się na ten gest. Pożegnałam się i ruszyłam na parking przed szkołą. Brunet już był. Czekał na mnie w samochodzie czytając książkę (zresztą jak zawsze, było to uroczę, widzieć chłopaka z książką) Wsiadłam na miejsce pasażera.
- Hej. - powiedziałam ledwo słyszalnie i nie wiadomo czemu zarumieniłam się.
- Hej księżniczko, jak było w szkole ? - powiedział odrywając się od książki i chowając ją do schowka.
- Dobrze, chyba...dziś byłam jakaś nieobecna. - on tylko się uśmiechnął i odpalił silnik. Droga mijała w ciszy. Patrzyłam się przez okno, nagle zauważyłam, że mijamy mój dom. Odezwałam się zaskoczona. - gdzie jedziemy?
- Zabieram Cię na obiad. - powiedział z uśmiechem, a mi było głupio, bo akurat dzisiaj musiałam zapomnieć portfela.
- Ale nie mam pieniędzy. - powiedziałam zażenowana.
- Spokojnie ja stawiam. - Odwrócił głowę w moją stronę. - Czemu tak na mnie patrzysz? - ten niski głos był jak miód na moje uszy. Lynette on zadał Ci pytanie!
- Co? - wyrwałam się z zamyśleń, już byliśmy przed chińską restauracją (uwielbiam chińszczyznę!) On się uśmiechnął i ponowił pytanie.
- Czemu tak na mnie patrzysz? - zaśmiał się lekko i wyłączył silnik.
- Bo... - zapomniałam już jaki cudowny jesteś, tęsknie za spędzaniem z Tobą czasu. - bo jestem dziś nieobecna. - uśmiechnęłam się nieśmiało. Odwzajemnił uśmiech i wysiadł z samochodu, by otworzyć mi drzwi. - Co za dżentelmen.- zachichotałam.
- Idziemy ? -spytał i spojrzał się na mnie swoimi czekoladowymi oczami. Odwróciłam głowę w jego stronę. Nic nie odpowiedziałam tylko uśmiechnęłam się. On owinął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę restauracji. Z tego co pamiętam zawsze było tu pełno ludzi, a teraz ani jednej żywej duszy. Za nim poznałam mój teraźniejszy squad, z Matthew byliśmy tu prawie codziennie. Ruszyliśmy do "naszego" stolika. Spojrzałam w menu i zrobiłam zdziwioną minę. Te ceny kiedyś były o wiele, wiele niższe. Otworzyłam szeroko usta. Matt to zauważył i zaśmiał się. Podniosłam głowę nadal z otwartą buzią.
- Czy oni oszaleli z tymi cenami ? - powiedziałam prawie szeptem, dlatego że nie chciałam aby personel mnie usłyszał.
- Spokojnie, ja płacę. Nie przejmuj się. - nie mogłam pozwolić, żeby on za moje danie zapłacił aż 70 dolarów. To było przegięcie. Po jakiś 5 minutach podszedł do nas kelner.
- Dzień Dobry, mogę przyjąć zamówienie ?
- Dwa razy to co zawsze. - powiedział z uśmiechem i zamknął menu. Widocznie musiał tu często przebywać skoro kelner wiedział o co mu chodzi.Nie spytał mnie o to co ja chce. Byłam trochę zła na niego, że wybrał za mnie.
- Skąd wiesz co ja chce? - zapytałam zakładając ręce na piersi.
- Za każdym razem gdy tu jedliśmy brałaś to samo, więc...- urwał swoją wypowiedź, ponieważ kelner szedł już z naszymi zamówieniami. O dziwo byłam bardzo głodna. Jedliśmy w komfortowej ciszy.
Matt skończył jeść wcześniej, Wiedział, że nie lubię gdy ktoś patrzy jak jem, więc wyciągnął z plecaka książkę i zaczął czytać do momentu, aż skończyłam jeść.
-Dzięki za obiad - powiedziałam po skończonym posiłku. Uniósł głowę z nad książki i spojrzał na mnie i uśmiechnął się pokazując swoje nie tak idealne zęby. Nosił jeszcze aparat, więc można było mu to wybaczyć. Wyglądał strasznie słodko z tym aparatem i książką na kolanach.
-Dla Ciebie wszystko, księżniczko. - powiedział chowając książkę z powrotem do plecaka. - Idziemy ?
-Jasne. - powiedziałam z uśmiechem i wstałam od stolika.
Ruszyliśmy w stronę samochodu. Usiadłam na miejscu pasażera zaraz po ty, jak Matthew otworzył mi drzwi. Prawdziwy dżentelmen. On usiadł na swoim miejscu i odpalił silnik. Kierowaliśmy się do domu.
-Um..Matt?
-Tak? - powiedział nie patrząc na mnie.
-Chciałbyś wpaść? Pooglądamy jakiś film czy coś ?
-Jasne, tylko wjedziemy do sklepu po jakieś przekąski.- powiedział uśmiechając się i nadal nie patrząc na mnie.
Opowiadanie jest tak, że na wattpadzie (https://www.wattpad.com/story)
Zapraszam do komentowania i jestem ciekawa czy chcecie kolejną część. Piszcie!
Miłego xx
Hello, everyone!
niedziela, 11 września 2016
sobota, 2 kwietnia 2016
One Shot - What a Feeling
Dedykuje tego One Shota mojej BFF :)
Jeśli jesteś osobą o słabych nerwach, szybko się denerwujesz. I zbyt przeżywasz wszystko. Nie czytaj tego.
Czytasz na własną odpowiedzialność.
- Lynette! Złaź w tej chwili na dół! - czyli rozumiem, że to koniec mojej popołudniowej drzemki...przecież dobrze wie, że każdego dnia po szkole kładę się spać na godzinę. Tak trudno to pojąć? Wygramoliłam się z łóżka i z jękiem zbiegłam ze schodów. Moja mama stała z rękami na pierwsi z groźną miną. Szczerze nie miałam pojęcia o co jej konkretnie chodziło. W tym tygodniu nie dostałam żadnej negatywnej oceny, nie piłam, posprzątałam pokój. Pustka w głowie.
- O co Ci chodzi? Co ja takiego zrobiłam, że próbujesz mnie zabić swoim spojrzeniem ? - także założyłam ręce na pierś i spojrzałam na nią z nad uniesionych brwi.
- Miałaś wynieś śmieci! Proszę Cię o to od 3 dni! Ile one mają tu jeszcze stać?! - powiedziała z totalną powagą.
- Ughhh...tylko po to mnie wołałaś? Dlatego chcesz mnie zabić, bo nie wyniosłam zasranych śmieci? - parsknęłam śmiechem, wzięłam worki i wyszłam przed dom trzaskając drzwiami.
Na dworze było dość ciepło, chociaż po maju można było by się spodziewać wyższej temperatury. Worki śmierdziały na kilometr. Kosz był (moim zdaniem) bardzo daleko, stał aż za bramą. Co oznaczało otwarcie jej i potem jej zamknięcie. Byłam na to zbyt leniwa. Worki był strasznie ciężkie. Więc postanowiłam je ciągnąć, co okazało się złym pomysłem. Worek pękł.
- Cholera!
- Młodej damie nie przystoi na takie słownictwo. - od razu rozpoznałam ten głos. Był to Matthew. Mój kochany sąsiad, a zarazem najlepszy przyjaciel od czasów piaskownicy. Był on wysokim brunetem, z pysznie czekoladowymi oczami. Nie chodził już z nami do szkoły, bo był rok starszy, ale wiekiem czasem nawet mi nie mógł dorównać. W skrócie zachowywał się jak dziecko. Cóż....całkiem przystojne dziecko. Anyway...Odwróciłam się za siebie w stronę jego domu. W tym świetle wyglądał jak aktor ze "Słonecznego patrolu".
- Odezwał się dorosły. - powiedziałam z lekką złością. On uśmiechnął się w moją stronę ukazując dołeczki. Przeczesał ręką włosy i przeskoczył przez płot, by zbliżyć się do mnie.
- Na pewno straszy od Ciebie. - pokazał mi język i mnie przytulił. Choć mieszkaliśmy płot w płot, potrafiliśmy nie widzieć się nawet przez tydzień. Przez te rozłąki nigdy nic się nie zmieniało. Choć miałam przyjaciół w szkole, twierdziłam, że teoretycznie tylko na nim mogę polegać. On zawsze był blisko....
- Długo Cię nie widziałam, gdzie się podziewałeś ?
- A tu i tam...- wiedziałam, że kłamał.Po pierwsze nie patrzył na mnie, po drugie, on oprócz mnie nie ma nikogo. Chodzi o bliskiego przyjaciela. Jest bardziej typem samotnika. Woli zaszyć się w domu z dobrą książką/serialem, niż gdziekolwiek wyjść.
- Kłamiesz..wiem o tym. Jakie tym razem książki przeczytałeś? - zaśmiał się, a ja razem z nim. Nie odpowiedział tylko ciepło się uśmiechnął. Po czym schylił się by pomóc zbierać mi wcześniej wysypane śmieci. Nie zajęło nam to długo. Wrzuciliśmy wszystko do kosza. Już chciałam się żegnać i iść się szykować na spotkanie u Holland, gdy on złapał mnie za nadgarstek.
- Co? - spytałam rozkojarzona.
- Chciałem powiedzieć Ci coś...- spojrzałam w jego brązowe oczy. Matko były takie ughhh mega. Wyrwałam się z zamyśleń kiedy koło mojej twarzy przeleciała jakaś ręka. Była to ręka Matthew. - ziemia do Lynette. - uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową by mógł kontynuować. - chciałem się spytać co dziś robisz?- powiedział, chowając ręce do kieszeni podartych jeasnów i ukazując swoje urocze dołeczki.
- Przepraszam Matt, ale już się umówiłam. - uśmiech nie znikł, ale oczy posmutniały.- jak chcesz możesz iść ze mną. Idę do Holland i Nathana.- powiedziałam nadal widząc smutne oczy.
- Nie, dzięki. Zostanę w domu i obejrzę nowy odcinek TVD. - przy wymowie zrobił pół uśmiech.
- Na pewno? Będzie fajnie. - było mi go żal, całe dnie spędzał w domu. Oczywiście mogłabym odwołać spotkanie, w końcu z Holland widzę się codziennie.
- Tak, na pewno. Jeśli chcesz mogę Cię zawieź i potem przyjechać. - jego oczy lekko się rozchmurzyły. Miałam jechać z Jeffem, ale nie chciałam sprawiać mu większej przykrości, więc w zgodzie kiwnęłam głową. - Świetnie. To kiedy?
- W sumie możesz już teraz.
- Okay, chodź. - obrócił się w stronę swojego domu, a ja ruszyłam za nim. Wsiedliśmy do samochodu. Napisałam Jeffowi, żeby po mnie nie przyjeżdżał. Odpisał zwykłe "ok". Zmarszczyła brwi, ponieważ on był bardziej ciekawskim człowiekiem niż skrytym. Jeff był jednym ze składu, podobnie jak Matt był brunetem. Przyjaźnił się z Nathanem. Chociaż od jakiego czasu można powiedzieć, że zachowywał się bardzo dziwnie. Minęło jakieś piętnaście minut gdy byliśmy po d domem Holland i Nathana. Podróż minęła w ciszy, w tle tylko leciała cicha muzyka. Matthew zatrzymał się na podjeździe, odwrócił się w moją stronę z uśmiechem na twarzy, odpowiedziałam tym samym gestem. Pochyliłam się by go przytulić. Odwzajemnił uścisk i wyszeptał mi do ucha krótkie "Dzwoń, zawsze". Odsunęłam się z rumieńcem na twarzy, jego głos zabrzmiał tak jakoś bardzo przyjemnie...czyżby seksownie? Powiedziałam ciche będę i wyszłam z samochodu. Czekał aż wejdę do środka i dopiero odjechał. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Czułam się dziwnie, ale w dobry sposób. Z rozmyślań wyrwała mnie Lydia. Rudowłosa dziewczyna Nathana. Można powiedzieć, że to typowa suka. Czasem chciało by się zetrzeć ten zdradziecki uśmiech z jej twarzy. Jest tutaj nowa. Choć jest rok młodsza, chodzi z nami do klasy. Nathan lubi nowe mięsko, więc gdy ją zobaczył pierwszego dnia zagadywał i flirtował, a na drugi dzień byli parą. Dla mnie było to trochę dziwne. Przed związaniem się z kimś, wolałabym go lepiej poznać. Może była staroświecka, ale wieże że zakochuje się tylko raz. Jak na razie nie spotkała mojego księcia. Oczywiście podobali mi się chłopaki, gwiazdy, ale to ni było to. Wracając. Lydia przywitała mnie z uśmiechem na twarzy, odwzajemniłam gest. I szybko poszłam za nią do salonu, gdzie była już reszta. Nathan wymruczał tylko krótkie "hej" i zaczął obściskiwać się z Lydią. Jedno słowo "bleeee". Holland wstała ze swojego miejsca podeszła do mnie i pocałowała mnie w policzek. Jeff mnie przytulił. Właśnie! Nie opowiadałam jeszcze o Holland i Nathanie. A więc, byli bliźniakami. Gdyby nie to, że Nathan miał krótkie włosy, nie rozpoznałabym ich. Oboje byli blondynami. Z oczami koloru oceanu. Niebieskooki był najpopularniejszy w szkole, był kapitanem szkolnej drużyny piłkarskiej. Holl była cheeleaderką. W sumie nawet nie wiem za co mnie lubili. Nigdzie się nie udzielałam, nie uczestniczyłam w żadnych meczach i innych gównach, a jednak ze mną rozmawiali. Lynette dziś zdecydowanie za często się zamyślasz. Cisze przerwał Jeff.
- Z kim przyjechałaś? - poruszył sugestywnie brwami.
- Z przyjacielem aka sąsiadem.
- Z tym przystojnym, starszym brunetem? - spytała robiąc rozmarzone spojrzenie.
- O nie! Nawet o tym nie myśl! Matthew jest dla Ciebie za spokojny. - zaśmiałam się.
- Oj, no wiem. On jest Twój! - dlaczego nagle zaczęło ich interesować moje życie? Why?! God, why ?!
- On nie jest mój, i nigdy nie będzie. - powiedziałam z większym smutkiem niż zamierzałam.
- Uuuu. - Jeff i Holland zrobili ten sam gest.
- Co? - udałam głupią, wiem o co im chodzi.
- Czyli Ci się podoba ? - zapytał Jeff
- Nie! Koniec tematu.- usiadłam wygodniej i wyciągnęłam telefon z kieszeni. Nie wiem dlaczego postanowiłam napisać do wilka, o którym była mowa.
Lynette: Co robisz? :)
Matthew: Oglądam, a ty? Nudzisz się ?
W sumie nudziłam sie, Nathan obściskiwał się z Lydią, Holland malowała paznokcie, a Jeff oglądał telewizor.
Lynette: W sumie tak.... przyjedziesz po mnie?
Sama była zaskoczona, że to napisałam....
Matthew: Jasne, daj mi 5 minut :P
Lynette: :D
Po dosłownie 7 minutach (2 minuty spóźnienia) usłyszałam klakson. Wszyscy spojrzeli na mnie, gdy wstałam. Pożegnałam się, a reszta patrzyła jak odchodzę. Wyszłam uśmiechnięta jak głupia od ucha do ucha. Wsiadłam na miejsce pasażera i zapięłam pasy.
- Nie chce nic mówić, ale się spóźniłeś. - spojrzał na mnie rozkojarzony. Ja się zaśmiałam. - miało być pięć minut, a minęło siedem. - zaśmiał się położył rękę na moim udzie i spytał.
-Gdzie jedziemy księżniczko? - zabrał rękę z mojego uda i odpalił samochód.
- Tam, gdzie zawiozą nas gwiazdy. - zaśmiał się na te słowa. Na dworze robiło się już ciemno.
- Tak więc ruszajmy, panno Fitz. - powiedział z uśmiechem i ruszył w stronę parku.
Reszta wieczoru szybko zleciała, moim zdaniem za szybko! Dawno tak fajnie się nie bawiłam. Chce to powtórzyć. Chce czuć się tak codziennie. Muszę spędzać więcej czasu z Matt'em.
A więc tak. Teraz zajmuje się One Shotami xD Twierdzę, ze lepiej mi wychodzi ich pisanie XD Ten One Shot będzie składał się z dwóch części, a może nawet trzech :D Chciałam bym podziękować mojej psiapsi, że nakłoniła mnie no cóż wczoraj do napisania, go. Spokojnie akcja się rozkręci :P No to ten Miłego. Postaram się w przyszłym tygodniu dodać następną część :D
Pisz swoje opinie :D
PS Dziękuję Zuzi za imiona <3 hahaha
https://www.youtube.com/watch?v=JdQTBebJyIg
- Odezwał się dorosły. - powiedziałam z lekką złością. On uśmiechnął się w moją stronę ukazując dołeczki. Przeczesał ręką włosy i przeskoczył przez płot, by zbliżyć się do mnie.
- Na pewno straszy od Ciebie. - pokazał mi język i mnie przytulił. Choć mieszkaliśmy płot w płot, potrafiliśmy nie widzieć się nawet przez tydzień. Przez te rozłąki nigdy nic się nie zmieniało. Choć miałam przyjaciół w szkole, twierdziłam, że teoretycznie tylko na nim mogę polegać. On zawsze był blisko....
- Długo Cię nie widziałam, gdzie się podziewałeś ?
- A tu i tam...- wiedziałam, że kłamał.Po pierwsze nie patrzył na mnie, po drugie, on oprócz mnie nie ma nikogo. Chodzi o bliskiego przyjaciela. Jest bardziej typem samotnika. Woli zaszyć się w domu z dobrą książką/serialem, niż gdziekolwiek wyjść.
- Kłamiesz..wiem o tym. Jakie tym razem książki przeczytałeś? - zaśmiał się, a ja razem z nim. Nie odpowiedział tylko ciepło się uśmiechnął. Po czym schylił się by pomóc zbierać mi wcześniej wysypane śmieci. Nie zajęło nam to długo. Wrzuciliśmy wszystko do kosza. Już chciałam się żegnać i iść się szykować na spotkanie u Holland, gdy on złapał mnie za nadgarstek.
- Co? - spytałam rozkojarzona.
- Chciałem powiedzieć Ci coś...- spojrzałam w jego brązowe oczy. Matko były takie ughhh mega. Wyrwałam się z zamyśleń kiedy koło mojej twarzy przeleciała jakaś ręka. Była to ręka Matthew. - ziemia do Lynette. - uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową by mógł kontynuować. - chciałem się spytać co dziś robisz?- powiedział, chowając ręce do kieszeni podartych jeasnów i ukazując swoje urocze dołeczki.
- Przepraszam Matt, ale już się umówiłam. - uśmiech nie znikł, ale oczy posmutniały.- jak chcesz możesz iść ze mną. Idę do Holland i Nathana.- powiedziałam nadal widząc smutne oczy.
- Nie, dzięki. Zostanę w domu i obejrzę nowy odcinek TVD. - przy wymowie zrobił pół uśmiech.
- Na pewno? Będzie fajnie. - było mi go żal, całe dnie spędzał w domu. Oczywiście mogłabym odwołać spotkanie, w końcu z Holland widzę się codziennie.
- Tak, na pewno. Jeśli chcesz mogę Cię zawieź i potem przyjechać. - jego oczy lekko się rozchmurzyły. Miałam jechać z Jeffem, ale nie chciałam sprawiać mu większej przykrości, więc w zgodzie kiwnęłam głową. - Świetnie. To kiedy?
- W sumie możesz już teraz.
- Okay, chodź. - obrócił się w stronę swojego domu, a ja ruszyłam za nim. Wsiedliśmy do samochodu. Napisałam Jeffowi, żeby po mnie nie przyjeżdżał. Odpisał zwykłe "ok". Zmarszczyła brwi, ponieważ on był bardziej ciekawskim człowiekiem niż skrytym. Jeff był jednym ze składu, podobnie jak Matt był brunetem. Przyjaźnił się z Nathanem. Chociaż od jakiego czasu można powiedzieć, że zachowywał się bardzo dziwnie. Minęło jakieś piętnaście minut gdy byliśmy po d domem Holland i Nathana. Podróż minęła w ciszy, w tle tylko leciała cicha muzyka. Matthew zatrzymał się na podjeździe, odwrócił się w moją stronę z uśmiechem na twarzy, odpowiedziałam tym samym gestem. Pochyliłam się by go przytulić. Odwzajemnił uścisk i wyszeptał mi do ucha krótkie "Dzwoń, zawsze". Odsunęłam się z rumieńcem na twarzy, jego głos zabrzmiał tak jakoś bardzo przyjemnie...czyżby seksownie? Powiedziałam ciche będę i wyszłam z samochodu. Czekał aż wejdę do środka i dopiero odjechał. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Czułam się dziwnie, ale w dobry sposób. Z rozmyślań wyrwała mnie Lydia. Rudowłosa dziewczyna Nathana. Można powiedzieć, że to typowa suka. Czasem chciało by się zetrzeć ten zdradziecki uśmiech z jej twarzy. Jest tutaj nowa. Choć jest rok młodsza, chodzi z nami do klasy. Nathan lubi nowe mięsko, więc gdy ją zobaczył pierwszego dnia zagadywał i flirtował, a na drugi dzień byli parą. Dla mnie było to trochę dziwne. Przed związaniem się z kimś, wolałabym go lepiej poznać. Może była staroświecka, ale wieże że zakochuje się tylko raz. Jak na razie nie spotkała mojego księcia. Oczywiście podobali mi się chłopaki, gwiazdy, ale to ni było to. Wracając. Lydia przywitała mnie z uśmiechem na twarzy, odwzajemniłam gest. I szybko poszłam za nią do salonu, gdzie była już reszta. Nathan wymruczał tylko krótkie "hej" i zaczął obściskiwać się z Lydią. Jedno słowo "bleeee". Holland wstała ze swojego miejsca podeszła do mnie i pocałowała mnie w policzek. Jeff mnie przytulił. Właśnie! Nie opowiadałam jeszcze o Holland i Nathanie. A więc, byli bliźniakami. Gdyby nie to, że Nathan miał krótkie włosy, nie rozpoznałabym ich. Oboje byli blondynami. Z oczami koloru oceanu. Niebieskooki był najpopularniejszy w szkole, był kapitanem szkolnej drużyny piłkarskiej. Holl była cheeleaderką. W sumie nawet nie wiem za co mnie lubili. Nigdzie się nie udzielałam, nie uczestniczyłam w żadnych meczach i innych gównach, a jednak ze mną rozmawiali. Lynette dziś zdecydowanie za często się zamyślasz. Cisze przerwał Jeff.
- Z kim przyjechałaś? - poruszył sugestywnie brwami.
- Z przyjacielem aka sąsiadem.
- Z tym przystojnym, starszym brunetem? - spytała robiąc rozmarzone spojrzenie.
- O nie! Nawet o tym nie myśl! Matthew jest dla Ciebie za spokojny. - zaśmiałam się.
- Oj, no wiem. On jest Twój! - dlaczego nagle zaczęło ich interesować moje życie? Why?! God, why ?!
- On nie jest mój, i nigdy nie będzie. - powiedziałam z większym smutkiem niż zamierzałam.
- Uuuu. - Jeff i Holland zrobili ten sam gest.
- Co? - udałam głupią, wiem o co im chodzi.
- Czyli Ci się podoba ? - zapytał Jeff
- Nie! Koniec tematu.- usiadłam wygodniej i wyciągnęłam telefon z kieszeni. Nie wiem dlaczego postanowiłam napisać do wilka, o którym była mowa.
Lynette: Co robisz? :)
Matthew: Oglądam, a ty? Nudzisz się ?
W sumie nudziłam sie, Nathan obściskiwał się z Lydią, Holland malowała paznokcie, a Jeff oglądał telewizor.
Lynette: W sumie tak.... przyjedziesz po mnie?
Sama była zaskoczona, że to napisałam....
Matthew: Jasne, daj mi 5 minut :P
Lynette: :D
Po dosłownie 7 minutach (2 minuty spóźnienia) usłyszałam klakson. Wszyscy spojrzeli na mnie, gdy wstałam. Pożegnałam się, a reszta patrzyła jak odchodzę. Wyszłam uśmiechnięta jak głupia od ucha do ucha. Wsiadłam na miejsce pasażera i zapięłam pasy.
- Nie chce nic mówić, ale się spóźniłeś. - spojrzał na mnie rozkojarzony. Ja się zaśmiałam. - miało być pięć minut, a minęło siedem. - zaśmiał się położył rękę na moim udzie i spytał.
-Gdzie jedziemy księżniczko? - zabrał rękę z mojego uda i odpalił samochód.
- Tam, gdzie zawiozą nas gwiazdy. - zaśmiał się na te słowa. Na dworze robiło się już ciemno.
- Tak więc ruszajmy, panno Fitz. - powiedział z uśmiechem i ruszył w stronę parku.
Reszta wieczoru szybko zleciała, moim zdaniem za szybko! Dawno tak fajnie się nie bawiłam. Chce to powtórzyć. Chce czuć się tak codziennie. Muszę spędzać więcej czasu z Matt'em.
A więc tak. Teraz zajmuje się One Shotami xD Twierdzę, ze lepiej mi wychodzi ich pisanie XD Ten One Shot będzie składał się z dwóch części, a może nawet trzech :D Chciałam bym podziękować mojej psiapsi, że nakłoniła mnie no cóż wczoraj do napisania, go. Spokojnie akcja się rozkręci :P No to ten Miłego. Postaram się w przyszłym tygodniu dodać następną część :D
Pisz swoje opinie :D
PS Dziękuję Zuzi za imiona <3 hahaha
https://www.youtube.com/watch?v=JdQTBebJyIg
czwartek, 31 marca 2016
Bardzo ważne!
A więc tak po długich przemyśleniach stwierdzam iż moje wypociny (rozdziały) nie mają sensu, a ni składu. A więc rezygnuje :) Na tego bloga będę dodawać jedynie One Shoty, ponieważ historie na więcej niż dwa posty mnie nie stać xD Rozdziały zostawię, jedynie usunę bohaterów. :) No to co mogę dodać, opowiadania będą pojawiać się nie regularnie. No i chyba to wszystko :P
Dziękuję za uwagę, nie płaczcie :P xD
Na pocieszenie polecam piosenkę :D
https://www.youtube.com/watch?v=Jz4Mt37zekg
Dziękuję za uwagę, nie płaczcie :P xD
Na pocieszenie polecam piosenkę :D
https://www.youtube.com/watch?v=Jz4Mt37zekg
czwartek, 17 marca 2016
LBA 3
Więc tak z góry mówię, że nikogo nie nominuje, gdyż ponieważ dlatego że......nie chce mi się wymyślać pytań i nie mam kogo nominować xD
No to ten przejdę od razu do pytań i odpowiedzi na nie xD
1. Gdzie spędzasz najchętniej czas?
In my room...
2. Czy spełniłaś kiedyś jedno ze swoich marzeń?
Yes, I do.
3. Co lubisz jeść najchętniej?
Fast Food
4. Jaką książkę lubisz najbardziej czytać ?
Jeśli FF się liczy to Teenage Dirtbag :D hahha a jeśli chcesz znać ksiązkę to pierwsza część DA.
5. Jeśli mógłabyś przenieś się do jakiejś książki i w niej żyć jaka to by była ? Dlaczego ?
Jeśli może być FF to znowu Teenage Dirtbag, albo Baby, I'm a Sinner xD a jeśli książka, to Pamiętniki Wampirów, albo Harry Potter.
6. Najbardziej szalona rzecz jaką kiedykolwiek zrobiłaś ?
Hmmm....makarena na ulicy, danie walentynki kraszowi ? I don't no.
7. Ulubiony Film? Dlaczego ?
Star Wars, I don't no why, but this is true xD
8. Jaki masz talent ?
Niektórzy by coś wymienili...za zastane przy niczym xD
9. Wymarzony prezent ?
Nie mam.
10. Czego nie lubisz robić, ale musisz?
Myć naczyń! I hate !
11. Co ostatnio Ci się śniło ?
Impreza w Kamionce u mojego krasza hahah xD
było zajebiście :D
Thank you very much, for this question xD (chyba dobrze napisałam) And thank you for reading this.
Hope you like it, and see you next time :)
No to ten przejdę od razu do pytań i odpowiedzi na nie xD
1. Gdzie spędzasz najchętniej czas?
In my room...
2. Czy spełniłaś kiedyś jedno ze swoich marzeń?
Yes, I do.
3. Co lubisz jeść najchętniej?
Fast Food
4. Jaką książkę lubisz najbardziej czytać ?
Jeśli FF się liczy to Teenage Dirtbag :D hahha a jeśli chcesz znać ksiązkę to pierwsza część DA.
5. Jeśli mógłabyś przenieś się do jakiejś książki i w niej żyć jaka to by była ? Dlaczego ?
Jeśli może być FF to znowu Teenage Dirtbag, albo Baby, I'm a Sinner xD a jeśli książka, to Pamiętniki Wampirów, albo Harry Potter.
6. Najbardziej szalona rzecz jaką kiedykolwiek zrobiłaś ?
Hmmm....makarena na ulicy, danie walentynki kraszowi ? I don't no.
7. Ulubiony Film? Dlaczego ?
Star Wars, I don't no why, but this is true xD
8. Jaki masz talent ?
Niektórzy by coś wymienili...za zastane przy niczym xD
9. Wymarzony prezent ?
Nie mam.
10. Czego nie lubisz robić, ale musisz?
Myć naczyń! I hate !
11. Co ostatnio Ci się śniło ?
Impreza w Kamionce u mojego krasza hahah xD
było zajebiście :D
Thank you very much, for this question xD (chyba dobrze napisałam) And thank you for reading this.
Hope you like it, and see you next time :)
poniedziałek, 1 lutego 2016
One Shot
Pewnego dnia była dziewczyna. Zwyczajna. Chodziła do zwykłej publicznej szkoły. Była dość przyjazną osobą. Cała klasa z nią rozmawiała. Normalnie. Miała nawet przyjaciółkę. Wciąż czuła, że ludzie ją otaczający jej nie lubią. Więc zadawała sobie pytanie "dlaczego ze mną nie rozmawiają?". Dlaczego ludzie bliscy jej nie byli jej bliscy....
Pewnego dnia wstała, dzień jak co dzień. Uszykowała się do szkoły i wyszła. Droga nie zajmowała jej długo 10 minut. No 20, jeśli się zamyśliła. Co często się przytrafiało. Ze słuchawkami w uszach mogła spędzać cały dzień, więc dlaczego tego nie robiła? Nie musiała przecież z nikim rozmawiać. A jednak po wejściu do szkoły wychodziła z zamyśleń, siadała na ławce w korytarzu i rozmawiała ze znajomymi z klasy. W szkole uśmiech nigdy nie schodził jej z twarzy. Co chciała tym pokazać? Chciała pokazać wrogą, tym, którzy się z nią zadają, że jest silna, niezależna, szalona. A przede wszystkim szczęśliwa. Sama nie wiedziała czy tak jest, ale przez to udawanie wpadła w nawyk. I wierzyła, że taka jest. Twierdziła, że wszystko może. Może powiedzieć wszystko. Lecz tak nie było. Nie umiała powiedzieć najbardziej istotnych rzeczy. Nie umiała powiedzieć "Kocham Cię", "Naprawdę Cię lubię". Rzecz ta była dla niej magią. Czarną magią. Nie słyszała najważniejszych słów od najważniejszych jej zdaniem ludzi. Niby dzień był codziennie taki sam, ale jednak coś się zmieniało. Stawała się bardziej zamknięta. Mniej się uśmiechała. Mniej odważna. Uważała, że niczego już tak musi być i tego nie zmieni. Zostawi światu decydować za nią. Z dnia na dzień stawała się cichsza. Uśmiech pojawiał się, ale dyskretnie. Osoby, które spędzały z nią każdy dzień tego nie zauważyły. Nie wiadomo czy nie widziały czy nie chciały widzieć. Czy tak jak myślała .. była nie ważna. Przychodząc do domu, jedyne czego pragnęła to spędzać czas z kimś kto...po prostu z kimś. Każdego dnia marzyła o jednym. Nie mówiła nikomu. Twierdziła, że zostawi to dla siebie. Pod koniec dnia mówiła sobie "a może powiem, zrobi mi się lżej..", "tak jutro powiem, będzie lepiej...". Potem przychodził kolejny dzień, a ona nadal siedziała cicho. Nie była dość odważna. By cokolwiek zrobić. Nikt nie rozróżniał śmiechu prawdziwego, od wymuszanego. Pewnej nocy przyśniło jej się, że powiedziała sekret... i to była pomyłka. Po przebudzeniu ze łzą na policzku wstała. Spojrzała w lustro. Mówiąc sobie "będę twarda, nikt się nie dowie. Zabiorę to ze sobą do grobu.". Uczyła każdych jak mają żyć. Nie mają się poddawać. Że życie jest po to by robić wszystko. Korzystać z niego w każdej minucie. Mówiła .... i nie słuchała własnych rad. Może kiedyś posłucha własnej rady. Może kiedyś się nauczy, że to co mówi jest nawet mądre. Może kiedyś zrozumie. Może kiedyś ..... kiedyś może być już za późno. Zostaje tylko czekanie.... na koniec życia, którego i tak nie wykorzysta.... Temu wszystkiemu jest jeden powód. Strach.
I w końcu wstała z łzami na policzkach. Mówiąc "to tylko sen. To tylko głupi sen."
Dostała sms'a "Wstawaj kochana już ranem. Widzimy się wieczorem. <3" ~ Misiek.
No jej twarzy pojawił się uśmiech. Słyszy pukanie do drzwi. Podchodzi.
- Siema! A ty jeszcze nie gotowa?! Idziemy na zakupy.... zapomniałaś? - cicho podeszła do przyjaciółki tuląc ją. I mówiąc do ucha....."Dzięki, że jesteś". Przyjaciółka zrobiła zdziwioną minę i się w tuliła.
To nie rozdział....to nawet nie one shot xD nie mam pojęcia co to jest hahaha takie coś mi się ułożyło w głowie. Podczas słuchania jednej piosenki xD This is weird. haha but....mam nadziej, że wam się podobało, bo mi tak :) Zapraszam do obserwowania i komentowania mojego bloga :D
https://www.youtube.com/watch?v=CXit8kxCCTg
Pewnego dnia wstała, dzień jak co dzień. Uszykowała się do szkoły i wyszła. Droga nie zajmowała jej długo 10 minut. No 20, jeśli się zamyśliła. Co często się przytrafiało. Ze słuchawkami w uszach mogła spędzać cały dzień, więc dlaczego tego nie robiła? Nie musiała przecież z nikim rozmawiać. A jednak po wejściu do szkoły wychodziła z zamyśleń, siadała na ławce w korytarzu i rozmawiała ze znajomymi z klasy. W szkole uśmiech nigdy nie schodził jej z twarzy. Co chciała tym pokazać? Chciała pokazać wrogą, tym, którzy się z nią zadają, że jest silna, niezależna, szalona. A przede wszystkim szczęśliwa. Sama nie wiedziała czy tak jest, ale przez to udawanie wpadła w nawyk. I wierzyła, że taka jest. Twierdziła, że wszystko może. Może powiedzieć wszystko. Lecz tak nie było. Nie umiała powiedzieć najbardziej istotnych rzeczy. Nie umiała powiedzieć "Kocham Cię", "Naprawdę Cię lubię". Rzecz ta była dla niej magią. Czarną magią. Nie słyszała najważniejszych słów od najważniejszych jej zdaniem ludzi. Niby dzień był codziennie taki sam, ale jednak coś się zmieniało. Stawała się bardziej zamknięta. Mniej się uśmiechała. Mniej odważna. Uważała, że niczego już tak musi być i tego nie zmieni. Zostawi światu decydować za nią. Z dnia na dzień stawała się cichsza. Uśmiech pojawiał się, ale dyskretnie. Osoby, które spędzały z nią każdy dzień tego nie zauważyły. Nie wiadomo czy nie widziały czy nie chciały widzieć. Czy tak jak myślała .. była nie ważna. Przychodząc do domu, jedyne czego pragnęła to spędzać czas z kimś kto...po prostu z kimś. Każdego dnia marzyła o jednym. Nie mówiła nikomu. Twierdziła, że zostawi to dla siebie. Pod koniec dnia mówiła sobie "a może powiem, zrobi mi się lżej..", "tak jutro powiem, będzie lepiej...". Potem przychodził kolejny dzień, a ona nadal siedziała cicho. Nie była dość odważna. By cokolwiek zrobić. Nikt nie rozróżniał śmiechu prawdziwego, od wymuszanego. Pewnej nocy przyśniło jej się, że powiedziała sekret... i to była pomyłka. Po przebudzeniu ze łzą na policzku wstała. Spojrzała w lustro. Mówiąc sobie "będę twarda, nikt się nie dowie. Zabiorę to ze sobą do grobu.". Uczyła każdych jak mają żyć. Nie mają się poddawać. Że życie jest po to by robić wszystko. Korzystać z niego w każdej minucie. Mówiła .... i nie słuchała własnych rad. Może kiedyś posłucha własnej rady. Może kiedyś się nauczy, że to co mówi jest nawet mądre. Może kiedyś zrozumie. Może kiedyś ..... kiedyś może być już za późno. Zostaje tylko czekanie.... na koniec życia, którego i tak nie wykorzysta.... Temu wszystkiemu jest jeden powód. Strach.
I w końcu wstała z łzami na policzkach. Mówiąc "to tylko sen. To tylko głupi sen."
Dostała sms'a "Wstawaj kochana już ranem. Widzimy się wieczorem. <3" ~ Misiek.
No jej twarzy pojawił się uśmiech. Słyszy pukanie do drzwi. Podchodzi.
- Siema! A ty jeszcze nie gotowa?! Idziemy na zakupy.... zapomniałaś? - cicho podeszła do przyjaciółki tuląc ją. I mówiąc do ucha....."Dzięki, że jesteś". Przyjaciółka zrobiła zdziwioną minę i się w tuliła.
To nie rozdział....to nawet nie one shot xD nie mam pojęcia co to jest hahaha takie coś mi się ułożyło w głowie. Podczas słuchania jednej piosenki xD This is weird. haha but....mam nadziej, że wam się podobało, bo mi tak :) Zapraszam do obserwowania i komentowania mojego bloga :D
https://www.youtube.com/watch?v=CXit8kxCCTg
środa, 30 grudnia 2015
Rozdział 18
- Riker daj pokój! Jesteś mężczyzną! Znaczy tak sądzę po ubiorze....szczerze zawsze się zastanawiałem czy na pewno pierwszy był chłopak ....- mówił Ellington z zamyśleniem. Rocky walnął go w otwartej ręki w twarz.
- Koleś ogarnij się! O czym ty w ogóle myślisz w tak kryzysowej sytuacji jak ta? Pogięło Cię tak jak tego debila ? - brunet był zły i niespokojny, gdzie kiedyś by to nie było na miejscu.
- No przepraszam, że interesuję się historią waszej rodziny. - powiedział z arogancką miną Ellington.
- Riker wyjdź! I nie rycz jak baba, bądź mężczyzną, weź się w garść! - powiedział Rocky.
-NIE! - za drzwi dobiegł zapłakany głos blondyna.
- Liczę do pięciu, jeśli do tego czasu nie otworzysz tych cholernych drzwi, wywarze je i mało będzie mnie obchodzić czy Ci coś zrobię czy nie! Raz.....Dwa....Trzy....Cztery ....- nikt nie widział jeszcze tak wkurzonego bruneta. Rocky był zawsze cichy, spokojny, oczywiście lekko zakręcony i szalony, ale z umiarem. - Pięć! - Drzwi się nie otworzyły. Rozwścieczony brunet kopnął z całych sił w drzwi. Ellington był przerażony tym co zobaczył. One po prostu wyleciały z zawiasów. Płaczący Riker siedział obok sedesu i nic mu się nie stało. Ellingtonowi ulżyło.
Ciemnooki w parował do łazienki jak oparzony. Wziął suchy ręcznik z wieszaka, owinął nagiego łkającego brata. Uniósł i zaniósł do wspólnej sypialni. Drugi brunet z daleka podziwiał dalsze poczynania młodszego przyjaciela. Rocky usadził Rikera na krześle, sięgnął po czystą bieliznę. W tym momencie nie czuł obrzydzenia, był zdeterminowany. Ubrał go w niebieskie bokserki z wielkim napisem na kroczu "don't touch", do tego biały t-shirt z fioletowym napisem "Holister". Ze swojej szuflady zgrabnie zabrał pasek i przywiązał nim nogi starszego brata. Zwinnym ruchem zabrał pasek od własnych, aktualnie noszonych spodni. i związał drugą rękę.
- Ell dawaj pasek. - powiedział brunet wyciągając rękę w stronę przyjaciela.
- Chyba Cię Bóg opuścił! - powiedział i pokazał gdzie może go pocałować.
- Dawaj i nie gadaj, bo skończysz podobnie albo nawet gorzej. Bo niestety przeczuwam jakie rzeczy wyprawiasz z moją siostrą i za bardzo mi się to nie podoba. Więc jak będzie....??? - Ell ciężko przełknął ślinę i zdjął pasek i podał brunetowi. - Dziękuję. - powiedział z chamskim uśmiechem. Związał drugą rękę. Wstał z ziemi. Pomachał bratu i brunetowi wychodząc z pokoju i zamykając za sobą drzwi. Zbiegł po schodach by poinformować Rydel o całej sytuacji. Można powiedzieć, że złość z niego schodziła. Wszedł do salonu i nikogo nie zastał.
- Rydel ?! Gdzie jesteś ?! - krzyknął bardzo głośno.
-Przed domem! - krzyknęła mniej krzykliwie jak jej brat. Brunet ruszył w jej stronę. Gdy już myślał, że jego zdenerwowanie minęło, zobaczył szeroko uśmiechającą się i machającą w jego kierunku Zoey. Energicznie wrócił do pomieszczenia trzaskając drzwiami. Zoey z wycofaniem skierowała się do domu.
Rydel i Ross spojrzeli na siebie i wrócili do sprzątania. Blondyn poszedł w stronę krzaków przy drodze, ponieważ zobaczył niepokojący ruch w tamtych okolicach. Okazało się, że to jakiś facet leży w krzakach. Ross pomyślał jakiś menel i zaczął szturchać go kijem od miotły, zawołał Rydel. Owy "menel" odwrócił się twarzą w ich stronę. Rodzeństwo nie mogło uwierzyć w to co widzą. To był biedny, w 3 dupy napity ich młodszy brat Ryland. Ross zaczął się śmiać.
- Matko jedyna! - krzyknęła blondynka i chwyciła się za głowę. - Ryland co ty robisz? Dlaczego tu jesteś ?
- Co? Nie wiem... - brunet chwycił się za napierdalającą głowę i z trudem próbował wstać. Gdy jego starszy brat w końcu się opanował, pomógł mu wstać.
Rocky zdenerwowany popędził do pokoju, w którym uwięził Ellingtona i Rikera. Rozwiązał ospałego blondyna i położył na łóżku. Bez słowa wszedł i wyszedł z pomieszczenia. Brunet stał w koncie i osłupiałym spojrzeniem spoglądał w stronę drzwi zamykających się za przyjacielem. Gdy już się obudził pobiegl za nim z krzykiem.
- Rocky, a Tobie co ?
- Nie ważne! - odezwał się bardzo energicznie i agresywnie.
- Koleś wyluzuj gadaj co się stało. - Ratliff nadal próbował spokojnie, dowiedzieć ise co dzieje się z jego jednym z najlepszych przyjaciół.
- Powiedziałem, że nic. Nie umiesz słuchać debilu!? Wynoś się!
- Rocky..koleś, opanuj się ! Ponosi Cię! - brunet gwałtownie pomaszerował w stronę mniejszego od siebie przyjaciela wziął go za "szmaty" i wywalił za drzwi. Ellington od razu zrozumiał o co chodzi...a bardziej o kogo. Po wyrzuceniu go przez Rocky'ego na dwór brunet skierował się do domu Zoey. W tym momencie miał tylko jedną myśl w głowie "ty ruda szmato!". Ciemnooki nie zareagował nawet na wołania swojej kobiety. Bardzo energicznie puka do drzwi mieszkania dziewczyny. Nagle drzwi się otwierają, ale niestety Ell nie tą osobę chciał zobaczyć. Wbił chamsko do domu dziewczyny i zaczął krzyczeć:
- TY RUDA SZMATO! GDZIE JESTEŚ ? - może trochę przesadził, ale w danym momencie to go nie interesowało.
- Ej! A może się trochę opanujesz co ? w końcu nie jesteś u siebie! - wykrzyczała Agnieszka, Ellington miał ją szczerze w dupie. Pokazał środkowy palec i ruszył po schodach do góry. Dziewczyna była oburzona zachowaniem chłopaka. Chwyciła się za pierś i głośno powiedziała piskliwe "OOO!" co miało ukazać jak bardzo się uraziła. Brunet znalazł Zoey. Siedziała smutna w swoim pokoju. Lecz jej smutek go nie powstrzymał przed totalnym jej opieprzeniem.
- Zoey! Ale ty jesteś głupia! Jak mogłaś tak go zranić! Popieprzył Cię do reszty ?! Jesteś rudą szmatą! Innego określenia na dziś nie mogę użyć! Jeśli podobał Ci się Riker...- nie zdążył dokończyć, bo do pokoju weszła zdenerwowana Agnieszka.
- Czy ja dobrze słyszałam?! Podoba Ci się Riker?! Ty ruda szmato! Jak mogłaś ? - Agnieszka na maksa zdenerwowana, ruszyłam z mordem w oczach na "biedną" Zoey. Rudowłosa zaczęła uciekać. Wybiegła z pokoju. Brunetka zaczęła biec za dziewczyną. Dopadła ją w salonie. Zaczęły się bić. Ell był dumny z tego co zrobił i z zainteresowaniem podziwiał walkę dziewcząt. Prawie dorosłe "kobiety" trzymał się za końce włosów i ciągnęły mocno w dół. Kręciły się w kółko. Zielonooka potknęła się o stół i przewróciła się, wyrywając zarazem włosy swojej przeciwniczki. Do domu weszli zaniepokojeni Ross i Rydel. Ross wchodząc do pomieszczenia krzyknął jak dziewczynka. Rydel otworzyła szeroko usta, tak samo jej kochany chłopak.
- O kurwa! Gdzie są do cholery Twoje włosy?! - zapytała blondynka chwytając swoich jasnych końcówek.
- Aaaaa! - Agnieszka po prostu zaczęła krzyczeć i uciekła do góry. Jej doczepiane włosy zostały wyrwane przez Zoey i wylądowały na drugim końcu pokoju. Do domu weszła zdyszana Kasia, która poszła po zakupy. Stanęła w drzwiach zobaczyła rozbity wazon, który stał na stole. Przewrócony stolik, leżącą na ziemi Zoey, oraz jej "ulubionych" sąsiadów. Stanęła w drzwiach oszołomiona. Torby z zakupami wypadły jej z rąk. Nikt nie wiedział od czego ma zacząć i kto ma zacząć. Rozpoczął Ross. Oparł się łokciem o futrynę, skierował swój wzrok ku dołu. Zmierzył Katarzynę pożądliwym spojrzeniem, przygryzł dolną wargę i zwrócił się do niej z tekstem...
- I co .... świeże kupiłaś te banany? - powiedział jej blondyn, puszczając oko. Kasia tylko spojrzała się na niego z jedną uniesioną brwią i wzięła zakupy na ręce i przeszła do kuchni.
No więc ten...HEJ! Wiem, wiem... pewnie padną pytania "gdzieś ty była?!", "oszalałaś?!" no itp itd... no i pewnie ktoś napisze "czemu taki krótki?!". Już tłumacze.. jest krótki, bo mi się nie chciało go pisać haha, nie no po prostu twierdze, że takie si.ę łatwiej pisze :D mam nadzieje, że wam się spodoba, moim zdaniem jest zabawny :D i to bardzo xD Macie jakieś pytania co do rozdziału to w komentarzach śmiało pytajcie! :D No to ten 5 kom i następny rozdział :D Obiecuję, że będzie szybciej :D :* No to ten Dobranoc, Miłego dnia/południa/popołudnia/wieczoru
PS Spóźnione wesołych świąt xD
PS 2 Szczęśliwego Nowego roku :D :* <3
PS 3 Są nowi bohaterowie :) Warto zajrzeć ;)
PS 4 Przepraszam Kasia ! Było już późno ;-; No Kasia mi bardzo pomogła pomimo zmęczenia :D :* 5 kom = next :D
Rydel i Ross spojrzeli na siebie i wrócili do sprzątania. Blondyn poszedł w stronę krzaków przy drodze, ponieważ zobaczył niepokojący ruch w tamtych okolicach. Okazało się, że to jakiś facet leży w krzakach. Ross pomyślał jakiś menel i zaczął szturchać go kijem od miotły, zawołał Rydel. Owy "menel" odwrócił się twarzą w ich stronę. Rodzeństwo nie mogło uwierzyć w to co widzą. To był biedny, w 3 dupy napity ich młodszy brat Ryland. Ross zaczął się śmiać.
- Matko jedyna! - krzyknęła blondynka i chwyciła się za głowę. - Ryland co ty robisz? Dlaczego tu jesteś ?
- Co? Nie wiem... - brunet chwycił się za napierdalającą głowę i z trudem próbował wstać. Gdy jego starszy brat w końcu się opanował, pomógł mu wstać.
Rocky zdenerwowany popędził do pokoju, w którym uwięził Ellingtona i Rikera. Rozwiązał ospałego blondyna i położył na łóżku. Bez słowa wszedł i wyszedł z pomieszczenia. Brunet stał w koncie i osłupiałym spojrzeniem spoglądał w stronę drzwi zamykających się za przyjacielem. Gdy już się obudził pobiegl za nim z krzykiem.
- Rocky, a Tobie co ?
- Nie ważne! - odezwał się bardzo energicznie i agresywnie.
- Koleś wyluzuj gadaj co się stało. - Ratliff nadal próbował spokojnie, dowiedzieć ise co dzieje się z jego jednym z najlepszych przyjaciół.
- Powiedziałem, że nic. Nie umiesz słuchać debilu!? Wynoś się!
- Rocky..koleś, opanuj się ! Ponosi Cię! - brunet gwałtownie pomaszerował w stronę mniejszego od siebie przyjaciela wziął go za "szmaty" i wywalił za drzwi. Ellington od razu zrozumiał o co chodzi...a bardziej o kogo. Po wyrzuceniu go przez Rocky'ego na dwór brunet skierował się do domu Zoey. W tym momencie miał tylko jedną myśl w głowie "ty ruda szmato!". Ciemnooki nie zareagował nawet na wołania swojej kobiety. Bardzo energicznie puka do drzwi mieszkania dziewczyny. Nagle drzwi się otwierają, ale niestety Ell nie tą osobę chciał zobaczyć. Wbił chamsko do domu dziewczyny i zaczął krzyczeć:
- TY RUDA SZMATO! GDZIE JESTEŚ ? - może trochę przesadził, ale w danym momencie to go nie interesowało.
- Ej! A może się trochę opanujesz co ? w końcu nie jesteś u siebie! - wykrzyczała Agnieszka, Ellington miał ją szczerze w dupie. Pokazał środkowy palec i ruszył po schodach do góry. Dziewczyna była oburzona zachowaniem chłopaka. Chwyciła się za pierś i głośno powiedziała piskliwe "OOO!" co miało ukazać jak bardzo się uraziła. Brunet znalazł Zoey. Siedziała smutna w swoim pokoju. Lecz jej smutek go nie powstrzymał przed totalnym jej opieprzeniem.
- Zoey! Ale ty jesteś głupia! Jak mogłaś tak go zranić! Popieprzył Cię do reszty ?! Jesteś rudą szmatą! Innego określenia na dziś nie mogę użyć! Jeśli podobał Ci się Riker...- nie zdążył dokończyć, bo do pokoju weszła zdenerwowana Agnieszka.
- Czy ja dobrze słyszałam?! Podoba Ci się Riker?! Ty ruda szmato! Jak mogłaś ? - Agnieszka na maksa zdenerwowana, ruszyłam z mordem w oczach na "biedną" Zoey. Rudowłosa zaczęła uciekać. Wybiegła z pokoju. Brunetka zaczęła biec za dziewczyną. Dopadła ją w salonie. Zaczęły się bić. Ell był dumny z tego co zrobił i z zainteresowaniem podziwiał walkę dziewcząt. Prawie dorosłe "kobiety" trzymał się za końce włosów i ciągnęły mocno w dół. Kręciły się w kółko. Zielonooka potknęła się o stół i przewróciła się, wyrywając zarazem włosy swojej przeciwniczki. Do domu weszli zaniepokojeni Ross i Rydel. Ross wchodząc do pomieszczenia krzyknął jak dziewczynka. Rydel otworzyła szeroko usta, tak samo jej kochany chłopak.
- O kurwa! Gdzie są do cholery Twoje włosy?! - zapytała blondynka chwytając swoich jasnych końcówek.
- Aaaaa! - Agnieszka po prostu zaczęła krzyczeć i uciekła do góry. Jej doczepiane włosy zostały wyrwane przez Zoey i wylądowały na drugim końcu pokoju. Do domu weszła zdyszana Kasia, która poszła po zakupy. Stanęła w drzwiach zobaczyła rozbity wazon, który stał na stole. Przewrócony stolik, leżącą na ziemi Zoey, oraz jej "ulubionych" sąsiadów. Stanęła w drzwiach oszołomiona. Torby z zakupami wypadły jej z rąk. Nikt nie wiedział od czego ma zacząć i kto ma zacząć. Rozpoczął Ross. Oparł się łokciem o futrynę, skierował swój wzrok ku dołu. Zmierzył Katarzynę pożądliwym spojrzeniem, przygryzł dolną wargę i zwrócił się do niej z tekstem...
- I co .... świeże kupiłaś te banany? - powiedział jej blondyn, puszczając oko. Kasia tylko spojrzała się na niego z jedną uniesioną brwią i wzięła zakupy na ręce i przeszła do kuchni.
No więc ten...HEJ! Wiem, wiem... pewnie padną pytania "gdzieś ty była?!", "oszalałaś?!" no itp itd... no i pewnie ktoś napisze "czemu taki krótki?!". Już tłumacze.. jest krótki, bo mi się nie chciało go pisać haha, nie no po prostu twierdze, że takie si.ę łatwiej pisze :D mam nadzieje, że wam się spodoba, moim zdaniem jest zabawny :D i to bardzo xD Macie jakieś pytania co do rozdziału to w komentarzach śmiało pytajcie! :D No to ten 5 kom i następny rozdział :D Obiecuję, że będzie szybciej :D :* No to ten Dobranoc, Miłego dnia/południa/popołudnia/wieczoru
PS Spóźnione wesołych świąt xD
PS 2 Szczęśliwego Nowego roku :D :* <3
PS 3 Są nowi bohaterowie :) Warto zajrzeć ;)
PS 4 Przepraszam Kasia ! Było już późno ;-; No Kasia mi bardzo pomogła pomimo zmęczenia :D :* 5 kom = next :D
piątek, 11 września 2015
Rozdział 17
Jako drugi w domu Lynch'ów obudził się Riker.
Blondyn jeszcze porządnie nie wytrzeźwiał od zeszłej imprezy. Zbytnio nie był
przejęty swoim wyglądem. Zszedł na dół do kuchni. W salonie był masakryczny
bałagan. Po całej podłodze walały się rozbite butelki po alkoholu. Chłopak
tylko otworzył szerzej oczy podrapał się w tył głowy i ruszył w stronę kuchni.
Na blacie stały nie dokończone drinki. Riker stwierdził, że najlepszym
lekarstwem na kaca jest alkohol. Zmieszał niedopite drinki i wypił. Smakowało
okropnie, ale mu to nie przeszkadzało. Po wypiciu tej zabójczej mieszanki,
blondynowi zaczęło szumieć w głowie. Wszystko było rozmazane. Postanowił wziąć
tabletkę przeciwbólową. Nie było to zbyt mądre posunięcie z jego strony.
Poszedł w stronę salonu lekko zaspany. Po dobrych 30 minutach wstał pełen
energii. Tabletki i alkohol zaczęły działać. Pobiegł po schodach na górę.
- WSTAWAĆ ŚPIOCHY! - zaczął zdejmować z siebie ubrania. - MAMY
TAKIE PIĘKNY DZIEŃ! - nagle na blondynie zostały same bokserki. Z takim
wyglądem wybiegł na dwór. Zdjął bieliznę i wskoczył na bombę do basenu.
Rodzeństwo i Ellington podziwiali go z okien swoich sypialni, w totalnym
osłupieniu. Starszy brat pływał na waleta w basenie, pełnym puszek po piwie i
butelek. Przerażone rodzeństwo zeszło na dól. Zobaczyło wielki syf w salonie,
kuchni. O dziwo nikogo pijanego, śpiącego na ich kanapie czy w innym kącie nie
widzieli.
- Zróbmy tak, ja z Ross'em posprzątamy ten syf. A wy..- skazała na
dwóch brunetów.- zajmiecie się naszym kochanym liderem. - Ell i Rocky mieli
miny jakby szli na skazanie. - DO ROBOTY! - krzyknęła blondynka i wszyscy
ruszyli do wykonania wyznaczonych zadań. - Ross zajmij się kuchnią, ja wezmę
salon.
- Okay sister.
Tymczasem na dworze...
Riker nadal pływał goły w basenie.
- To jak to zrobimy ?- spytał Rocky przyjaciela.
- Najpierw wygońmy go jakoś z basenu. Otoczmy go! - Riker pływał
na plecach i zaczął śpiewać:
„I Got
the eye of the tiger, a fighter
Dancing
throught the fire
‘Cause
I am a champion
And
you’re gonna hear me roar …..”
Bruneci nie wiedziały jak mają postąpić z takim debilem. Postanowili wymyślić pomysł,
którym sprowadzą Rikera do domu.
- Nie to głupie. Nie przyleci tu, bo powiesz „Patrz Riker mam
ciasteczko” – powiedział Ellington podnosząc rękę jakby miał wypiek w dłoni.
- Daj mi ciastko! – bruneci z przerażeniem spojrzeli na blondyna,
byli oszołomieni na widok gołego przyjaciela. – No daj mi to ciastko! –
szturchnął Ella w ramie i zrobił groźną minę.
Gdy już się obudzili chcieli złapać ciemnookiego i zabrać go do środka,
ale on był szybszy niż im się to wydawało. Riker już wchodził po drabinie na
dach. Przypomnę, że był kompletnie goły.
- Riker zejdź! Ale już! – krzyczał młodszy z całej trójki.
- Nie! Tu jest pięknie! Ja chcę tu zostać na zawsze! –
- Oby tylko nie zaczął śpie….- Ellington nie zdążył powiedzieć
myśli, bo Riker śpiewał kolejną piosenkę i dodał do tego wszystkiego choreografie.
"Cause if you like it
Then you should've put a ring on it
If you like it
Then you should've put a ring on it
Don't be mad once you see that he want it
Cause if you like it
Then you should've put a ring on it..."
Przyjaciele patrzyli na blondyna z osłupieniem.
Nagle Riker, tak jakby obudził się ze snu. Szybko i często nie trafiając na szczebel zszedł z drabiny, a na końcu zeskakując, zatoczył się do tyłu. Nagi pobiegł do domu. Mknął po schodach na górę. Szybkim i zgrabnym ruchem wszedł do łazienki, zakluczając za sobą drzwi.
Then you should've put a ring on it
If you like it
Then you should've put a ring on it
Don't be mad once you see that he want it
Cause if you like it
Then you should've put a ring on it..."
Przyjaciele patrzyli na blondyna z osłupieniem.
Nagle Riker, tak jakby obudził się ze snu. Szybko i często nie trafiając na szczebel zszedł z drabiny, a na końcu zeskakując, zatoczył się do tyłu. Nagi pobiegł do domu. Mknął po schodach na górę. Szybkim i zgrabnym ruchem wszedł do łazienki, zakluczając za sobą drzwi.
https://www.youtube.com/watch?v=CevxZvSJLk8
– Katy Perry – Roar. Stwierdziłam, że ta piosenka idealnie pasuje do sceny z
basenem xD
https://www.youtube.com/watch?v=4m1EFMoRFvY – Beyonce – Single Ladies. Ostatnio
oglądałam Kurta jak do tego tańczy (again) XD i stwierdziłam, że będzie
śmiesznie xD
Wiem krótki, ale spokojnie będą następne. Postaram się dodać pod koniec miesiąca :D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)