Dziewczyna była załamana wieścią od Kasi, a właściwie od Agnieszki. Zoey z płaczem zadzwoniła w tym momencie do najbliższej jej osoby. Tą osobą był... Rocky.
- Halo ?- powiedział zaspany brunet.
- Rocky ? Przepraszam, że Cię budzę ale...naprawdę muszę z kimś porozmawiać.- powiedziała ze smutkiem w głosie, próbowała powstrzymać łzy.
- Co ? Czemu ? Mów ! Albo nie czekaj....zaraz będę wyjdź na podwórko.
- Rocky...?- rudowłosa nie zdążyła dokończyć, gdyż bruneta już przy telefonie nie było. Dziewczyna odkładając słuchawkę usłyszała coś na podwórku. Z przerażeniem zbiegła na dół. Gdy już była prawie na dole uświadomiła sobie, że to brunet.(wy też tak macie, że czasem myślicie że ktoś wszedł do waszego domu i chcecie go zaatakować packą na muchy? Od aut.) Na podwórku, na kocyku siedział Rocky z koszykiem jedzenia. Zoey zakręciła się łza w oczach. Stwierdziła, że znalazła prawdziwego przyjaciela. Tym przyjacielem był wysoki brunet o czekoladowych oczach, pięknych długich włosach i w....zielonych bokserkach oraz białym podkoszulku. Ciemnooka zaczęła się śmiać. Z początku chłopak nie wiedział o co chodzi, ale gdy poczuł wiatr już się domyślił.
- Haha, bardzo śmieszne.- powiedział brunet udając obrażonego.
- Oh, nie przesadzaj. Przytulić?- pytała z powagą chwilowo zapominając o Kasi.
- Tak.- powiedział z powagą wystawiając ręce do przytulenia. Przybliżyła się do niego i poczuła jego zapach. Był cudowny.
- Ej czekaj chwile...- powiedział brunet odsuwając się od dziewczyny.- To ja miałem Cię pocieszać !! A zamiast tego się obrażam !! Przepraszam.- powiedział wtulając się w ciemnooką. Dziewczyna czuła motyle w brzuchu, była zdziwiona jeszcze przy żadnym chłopaku tego nie czuła. Wtulona tak poczuła się dziwnie, odsunęła się od chłopaka. Oboje byli zażenowani. Rocky chcąc rozluźnić spiętą atmosferę zaczął gadać.
- A pamiętasz jak przyszedłem na twoje podwórko w samych bokserkach ?- powiedział spoglądając na dziewczynę.
- Tak. Tak, pamiętam. Jakby to było 5 minut temu.- powiedziała spoglądając na chłopaka i wysyłając mu szeroki uśmiech.
- No to...zapraszam na kocyk. - powiedział brunet, chwytając rudowłosą za rękę. Dosłownie gdy lekko ją dotknął, natychmiast puścił i się zarumienił. Dziewczyna także miała różowe policzki.
- Yyy...mam tu lody chusteczki, sok pomarańczowy i....cholera zapomniałem laptopa.- był zły na siebie.
- A po co ci laptop? Po co ci te wszystkie rzeczy?- była zaciekawiona po co to chłopakowi.
- No jak to po co ? Jeszcze się pytasz? By Cię pocieszyć! Jesteś moją przyjaciółką!
- Okay. Ale mam jedno pytanie ...
- Dawaj ! - brunet był zaciekawiony pytaniem od dziewczyny.
- Znamy się nie cały jeden dzień. I już jesteśmy przyjaciółmi?
- Wiesz ja mam to po siostrze. Ja po prostu wierze w ludzi. I jeśli... mówiąc szczerze oczywiście. To ja mam tylko swoje rodzeństwo i jednego przyjaciela no i.....mam nadzieje, że ty dołączysz do tej grupy.- powiedział chłopak po chwilowym zastanowieniu się.
- Ale jak to ? Ty masz w sumie tylko dwóch przyjaciół? Nie znasz nikogo innego? Przecież ty jesteś idealny! Każdy Cię lubi, jesteś miły!
- No tak. Znaczy mam znajomych ale...czekaj powiedziałaś dwóch ?- powiedział zszkowany.
- No tak. Tego przyjaciela i mnie.- powiedziała z uśmiechem na twarzy. Rocky był bardzo zadowolony opowiedzią dziewczyny. Gdy to usłyszał miał ochotę dziewczyne pocałować. Twarz Zoey wskazywała na to samo uczucię. Para przyjaciół spoglądając na siebie zaczęła się zbliżać. Byli coraz bliżej. Ich usta dzieliły milimetry. Gdy miało już dojść do pocałunku przyjaciele odsunęli się od siebie gdy usłyszeli damski głos mówiący:
- Halo ?- powiedział zaspany brunet.
- Rocky ? Przepraszam, że Cię budzę ale...naprawdę muszę z kimś porozmawiać.- powiedziała ze smutkiem w głosie, próbowała powstrzymać łzy.
- Co ? Czemu ? Mów ! Albo nie czekaj....zaraz będę wyjdź na podwórko.
- Rocky...?- rudowłosa nie zdążyła dokończyć, gdyż bruneta już przy telefonie nie było. Dziewczyna odkładając słuchawkę usłyszała coś na podwórku. Z przerażeniem zbiegła na dół. Gdy już była prawie na dole uświadomiła sobie, że to brunet.(wy też tak macie, że czasem myślicie że ktoś wszedł do waszego domu i chcecie go zaatakować packą na muchy? Od aut.) Na podwórku, na kocyku siedział Rocky z koszykiem jedzenia. Zoey zakręciła się łza w oczach. Stwierdziła, że znalazła prawdziwego przyjaciela. Tym przyjacielem był wysoki brunet o czekoladowych oczach, pięknych długich włosach i w....zielonych bokserkach oraz białym podkoszulku. Ciemnooka zaczęła się śmiać. Z początku chłopak nie wiedział o co chodzi, ale gdy poczuł wiatr już się domyślił.
- Haha, bardzo śmieszne.- powiedział brunet udając obrażonego.
- Oh, nie przesadzaj. Przytulić?- pytała z powagą chwilowo zapominając o Kasi.
- Tak.- powiedział z powagą wystawiając ręce do przytulenia. Przybliżyła się do niego i poczuła jego zapach. Był cudowny.
- Ej czekaj chwile...- powiedział brunet odsuwając się od dziewczyny.- To ja miałem Cię pocieszać !! A zamiast tego się obrażam !! Przepraszam.- powiedział wtulając się w ciemnooką. Dziewczyna czuła motyle w brzuchu, była zdziwiona jeszcze przy żadnym chłopaku tego nie czuła. Wtulona tak poczuła się dziwnie, odsunęła się od chłopaka. Oboje byli zażenowani. Rocky chcąc rozluźnić spiętą atmosferę zaczął gadać.
- A pamiętasz jak przyszedłem na twoje podwórko w samych bokserkach ?- powiedział spoglądając na dziewczynę.
- Tak. Tak, pamiętam. Jakby to było 5 minut temu.- powiedziała spoglądając na chłopaka i wysyłając mu szeroki uśmiech.
- No to...zapraszam na kocyk. - powiedział brunet, chwytając rudowłosą za rękę. Dosłownie gdy lekko ją dotknął, natychmiast puścił i się zarumienił. Dziewczyna także miała różowe policzki.
- Yyy...mam tu lody chusteczki, sok pomarańczowy i....cholera zapomniałem laptopa.- był zły na siebie.
- A po co ci laptop? Po co ci te wszystkie rzeczy?- była zaciekawiona po co to chłopakowi.
- No jak to po co ? Jeszcze się pytasz? By Cię pocieszyć! Jesteś moją przyjaciółką!
- Okay. Ale mam jedno pytanie ...
- Dawaj ! - brunet był zaciekawiony pytaniem od dziewczyny.
- Znamy się nie cały jeden dzień. I już jesteśmy przyjaciółmi?
- Wiesz ja mam to po siostrze. Ja po prostu wierze w ludzi. I jeśli... mówiąc szczerze oczywiście. To ja mam tylko swoje rodzeństwo i jednego przyjaciela no i.....mam nadzieje, że ty dołączysz do tej grupy.- powiedział chłopak po chwilowym zastanowieniu się.
- Ale jak to ? Ty masz w sumie tylko dwóch przyjaciół? Nie znasz nikogo innego? Przecież ty jesteś idealny! Każdy Cię lubi, jesteś miły!
- No tak. Znaczy mam znajomych ale...czekaj powiedziałaś dwóch ?- powiedział zszkowany.
- No tak. Tego przyjaciela i mnie.- powiedziała z uśmiechem na twarzy. Rocky był bardzo zadowolony opowiedzią dziewczyny. Gdy to usłyszał miał ochotę dziewczyne pocałować. Twarz Zoey wskazywała na to samo uczucię. Para przyjaciół spoglądając na siebie zaczęła się zbliżać. Byli coraz bliżej. Ich usta dzieliły milimetry. Gdy miało już dojść do pocałunku przyjaciele odsunęli się od siebie gdy usłyszeli damski głos mówiący:
- Zoey! Co tu się wyprawia ?! Wiesz, która jest godzina ?! Kto to wgl jest, co ?!- powiedziała zdenerwowana matka dziewczyny.
- Mamo. To jest Rocky. Nasz sąsiad.- powiedziała przerażona.
- No dobrze, ale co Wy robicie na podwórku w środku nocy ?!- powiedziała ciutkę spokojniej.
- Rocky mnie pociesza.- powiedziała ze smutkiem, gdyż przypomniała jej się sytuacja z Kasią.
- Córciu. Nie płacz wszystko będzie dobrze.- kobieta podeszła do rudowłosej mocno ją przytulając. Rocky stał z boku zawstydzony, gdyż był w samych bokserkach. W końcu postanowił się odezwać.
- Dobry Wieczór. Nazywam się Rocky Mark Lynch mam 17 lat. I w żadnym stopniu nie chciałem skrzywdzić pani córki.- powiedział szeroko się uśmiechając i wyciągając prawą rękę.
- Dobry Wieczór Rocky.- odpowiedziała chłopakowi z szerokim uśmiechem na twarzy.- Rocky mam do Ciebbie pytanie. Dlaczego nie masz na sobie spodni ?- spytała zaciekawiona kobieta.
- Yyyy....ponieważ gdy pani córka do mnie zadzwoniła juz spałem.- powiedział zawstydzony, zakrywając swoja dolną część ciała kocem. Kobieto tylko głośno się zaśmiała powiedziała młodzieży, że nie mają za długo siedzieć i poszła dalej spać. Oboje byli zastydzeni tym co się stało. Rocky chcą rozluźnić atmosfere, która bardzo często była napięta opowiedział żart.
- Jak nazywa się latający kot ?
- Nie wiem.- dziewczyna powiedziała to z niepewnością odpowiedzi chłopaka.
- Kotlecik!- Rocky wykrzyczał te słowa i wybuchnął niepohamowanym śmiechem (jak Blanka na religii od aut.) Rudowłosa nie wiedziała czy ma się śmiać czy płakać.
- Śmiechłam.- opowiedziała i po koleżeńsku walnęła przyjaciela w ramię. Rocky udając, że to uderzenie go bolało padł na ziemie i zaczął krzyczeć z bólu.
- Ała!!! Jak mogłaś teraz umrę.- dziewczyna zaczęła się śmiać. Gdy Zoey tak się śmiała chłopak chwycił ją za kostkę tak, że leża razem z nim na ziemi. Przypadek chciał żeby młoda para przyjaciół leżała na sobie. Oboje znów byli skrępowani tą sytuacją. Rocky jak to Rocky chciał coś zrobić. Tym razem zaryzykował. Dziewczyna leżała na ziemi i patrzyła na niebo. Chłopak cicho przyczłapał się. Zoey nie widziała już gwieździstego nieba tylko bruneta. Rudowłosa była zszokowana. nie mogła się ruszyć, z jednej strony była zdziwiona co jej przyjaciel chce zrobić. Chciała spróbować się wydostać, ale jej to nawet odpowiadało. Nagle usta przyjaciół się spotkały. Para była zadowolona z tego postępu.
Tym czasem dom Lynch'ów...
Rydel nie mogła zasnąć. Czuła, że jej rodzeństwo ją oszukuje. Usiadła na parapecie, spoglądała przez okno na podwórko nowej sąsiadki. Gdy dobrze się przyjrzała zobaczyła młodszego brata leżącego w samych bokserkach na nowej sąsiadzce. Była zszokowana. Rocky nigdy nie był zbyt wylewny. Zawsze trzymał się z boku. Gdy chciał coś powiedzieć nikt nie brał go na poważnie, gdyż chłopak lubił się wydurniać. Brunet nigdy nie miał dziewczyny. Rydel stwierdziła, że po tym co widziała już dziś nie zaśnie. Postanowiła rano porozmawiać na poważnie z młodszym bratem o związkach. Choć sama nigdy nie miała chłopaka. Blondynka odeszła od okna zaczęła rozmyślać co by było gdyby była z Ellingtonem. Po godzinie ciemnooka zasneła.
Podwórko Zoey...
Rocky nadal całował swoją sąsiadkę. Gdy nagle poczuł dziwnę uczucie. To raczej nie były motyle w brzuchu, lecz poczuł coś bardziej wokół krocza. Nigdy jeszcze tego nie doświadczył. Zrobił wielkie oczy i odkleił się od dziewczyny. Ciemnooka była zaskoczona nagłym przerwaniem bardzo namiętnego pocałunku. Lecz gdy zobaczyła, że chłopak usiadł i trzyma się za krocze zrozumiała co się stało. Cicho się zaśmiała i spojrzała na brunet. Rocky puścił tak zwanego "buraka" i chwycił za koszyk stojący obok by zasłonić swoje czułe miejsce.
- Może ja już lepiej pójdę do domu.- powiedział zawstydzony i wstał nadal trzymając koszyk.......
Wydaje mi się, że jest trochę dłuższy. Ale wy to oceńcie. Jeśli się podobało i chcecie następny rozdział komentujcie. I chyba na tyle. Jeśli nie macie konta możecie pisać z anonima. Kometujesz motywujesz. Dzięki za czytanie :D
Ja pitole, ty to zboczona jesteś
OdpowiedzUsuńświetny rozdział :3
Boski
OdpowiedzUsuńBardzo fajne haha 😛 nie no dooobre zboczencu
OdpowiedzUsuń