Pewnego dnia była dziewczyna. Zwyczajna. Chodziła do zwykłej publicznej szkoły. Była dość przyjazną osobą. Cała klasa z nią rozmawiała. Normalnie. Miała nawet przyjaciółkę. Wciąż czuła, że ludzie ją otaczający jej nie lubią. Więc zadawała sobie pytanie "dlaczego ze mną nie rozmawiają?". Dlaczego ludzie bliscy jej nie byli jej bliscy....
Pewnego dnia wstała, dzień jak co dzień. Uszykowała się do szkoły i wyszła. Droga nie zajmowała jej długo 10 minut. No 20, jeśli się zamyśliła. Co często się przytrafiało. Ze słuchawkami w uszach mogła spędzać cały dzień, więc dlaczego tego nie robiła? Nie musiała przecież z nikim rozmawiać. A jednak po wejściu do szkoły wychodziła z zamyśleń, siadała na ławce w korytarzu i rozmawiała ze znajomymi z klasy. W szkole uśmiech nigdy nie schodził jej z twarzy. Co chciała tym pokazać? Chciała pokazać wrogą, tym, którzy się z nią zadają, że jest silna, niezależna, szalona. A przede wszystkim szczęśliwa. Sama nie wiedziała czy tak jest, ale przez to udawanie wpadła w nawyk. I wierzyła, że taka jest. Twierdziła, że wszystko może. Może powiedzieć wszystko. Lecz tak nie było. Nie umiała powiedzieć najbardziej istotnych rzeczy. Nie umiała powiedzieć "Kocham Cię", "Naprawdę Cię lubię". Rzecz ta była dla niej magią. Czarną magią. Nie słyszała najważniejszych słów od najważniejszych jej zdaniem ludzi. Niby dzień był codziennie taki sam, ale jednak coś się zmieniało. Stawała się bardziej zamknięta. Mniej się uśmiechała. Mniej odważna. Uważała, że niczego już tak musi być i tego nie zmieni. Zostawi światu decydować za nią. Z dnia na dzień stawała się cichsza. Uśmiech pojawiał się, ale dyskretnie. Osoby, które spędzały z nią każdy dzień tego nie zauważyły. Nie wiadomo czy nie widziały czy nie chciały widzieć. Czy tak jak myślała .. była nie ważna. Przychodząc do domu, jedyne czego pragnęła to spędzać czas z kimś kto...po prostu z kimś. Każdego dnia marzyła o jednym. Nie mówiła nikomu. Twierdziła, że zostawi to dla siebie. Pod koniec dnia mówiła sobie "a może powiem, zrobi mi się lżej..", "tak jutro powiem, będzie lepiej...". Potem przychodził kolejny dzień, a ona nadal siedziała cicho. Nie była dość odważna. By cokolwiek zrobić. Nikt nie rozróżniał śmiechu prawdziwego, od wymuszanego. Pewnej nocy przyśniło jej się, że powiedziała sekret... i to była pomyłka. Po przebudzeniu ze łzą na policzku wstała. Spojrzała w lustro. Mówiąc sobie "będę twarda, nikt się nie dowie. Zabiorę to ze sobą do grobu.". Uczyła każdych jak mają żyć. Nie mają się poddawać. Że życie jest po to by robić wszystko. Korzystać z niego w każdej minucie. Mówiła .... i nie słuchała własnych rad. Może kiedyś posłucha własnej rady. Może kiedyś się nauczy, że to co mówi jest nawet mądre. Może kiedyś zrozumie. Może kiedyś ..... kiedyś może być już za późno. Zostaje tylko czekanie.... na koniec życia, którego i tak nie wykorzysta.... Temu wszystkiemu jest jeden powód. Strach.
I w końcu wstała z łzami na policzkach. Mówiąc "to tylko sen. To tylko głupi sen."
Dostała sms'a "Wstawaj kochana już ranem. Widzimy się wieczorem. <3" ~ Misiek.
No jej twarzy pojawił się uśmiech. Słyszy pukanie do drzwi. Podchodzi.
- Siema! A ty jeszcze nie gotowa?! Idziemy na zakupy.... zapomniałaś? - cicho podeszła do przyjaciółki tuląc ją. I mówiąc do ucha....."Dzięki, że jesteś". Przyjaciółka zrobiła zdziwioną minę i się w tuliła.
To nie rozdział....to nawet nie one shot xD nie mam pojęcia co to jest hahaha takie coś mi się ułożyło w głowie. Podczas słuchania jednej piosenki xD This is weird. haha but....mam nadziej, że wam się podobało, bo mi tak :) Zapraszam do obserwowania i komentowania mojego bloga :D
https://www.youtube.com/watch?v=CXit8kxCCTg
EKSTRA! Aż się tak w niego wczułam...xD
OdpowiedzUsuń