Obudził mnie krzyk matki. Jęknęłam i spojrzałam w telefon. Była już 8. Po prostu świetnie, mam dosłownie 30 minut na uszykowanie się i dojazd do szkoły. Pięknie. Choć sytuacja nie była zabawna, uśmiechałam się do siebie. Spojrzałam w okno, zobaczyłam Matta czytającego książkę. Pomachałam mu i wpadłam na pomysł. Wzięłam telefon i do niego napisałam.
Lynette: Jesteś bardzo zajęty?
Matthew: Nie, a co ?
Lynette: A zawiózł byś mnie do szkoły? :)
Matthew: Ciebie zawsze :* Za 10 minut u mnie na podjeździe :)
Nie odpisałam dalej, tylko zaczęłam się szykować. Wybrałam pierwsze lepsze spodnie i t-shirt. Ruszyłam do łazienki. Darowałam sobie makijaż i prostowanie włosów. Zrobiłam luźnego warkocza i zbiegłam ze schodów o mały włos, bym się zabiła. Głupie śliskie skarpetki. Oczywiście były nie do pary. Samochód mojej matki właśnie odjechał z podjazdu. "Dzięki wielkie mama, mogłaś mnie podwieźć." Ubrałam supry i jak oparzona wybiegłam z domu. Zatrzasnęłam drzwi i ruszyłam na podjazd Matt'a. Stał już przy samochodzie z szerokim uśmiechem na twarzy. Podeszłam do niego i na przywitanie przytuliłam go, a on odwzajemnił uścisk.
- Wskakuj księżniczko, bo się spóźnimy. - zaśmiałam się i ruszyłam na miejsce pasażera. Lubiłam gdy nazywał mnie księżniczką, to było takie opiekuńcze. Podobało mi się. Jazda minęła szybko. O 8:25 byliśmy pod szkołą. Matthew wysiadł ze mną i zaproponował, że odprowadzi mnie do klasy. Nie miałam nic przeciwko. Poczułam się dziwnie, wszystkie dziewczyny patrzyły na mnie jak na dziwadło, w sumie nie mogę się dziwić. Wyglądałam jak gówno, a koło mnie szedł bóg seksu. Dominic chyba to zauważył i objął mnie ramieniem i szepnął do mojego ucha "Nie przejmuj się". Uśmiechnęłam się bardziej do siebie niż do niego. Zatrzymaliśmy się przed klasą w tym samym momencie zadzwonił dzwonek ogłaszający lekcje. Przytuliłam go na pożegnanie. Odwzajemnił uścisk.
- O której kończysz ? - powiedział odsuwając się ode mnie.
- O 15. - już wiedziałam co ma namyśli.
- Będę. - powiedział uśmiechając się i pokazując swoje dołeczki. - Do zobaczenia księżniczko. - pocałował mnie w czoło i odszedł. Oczywiście mój squad, wszystko obserwował z bezpiecznej odległości. Weszłam do klasy. Usiadłam na stałym miejscu. Była historia, nauczyciel mówił o drugiej wojnie światowej. Mój ulubiony temat. Starałam słuchać co pan Jones mówi, ale dostałam tak zwanej "zawiesiny". Patrzyłam na profesora, wręcz wlepiałam w niego swój wzrok. Myślałam o wszystkim tylko nie o lekcji. O tym co się wydarzyło przez ostatni rok. Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek kończący lekcje. Nie zapisałam ani jednego słowa z lekcji. Podczas przerwy dowiedziałam się, że na następnej lekcji, będzie kartkówka z tego co mówił pan Jones. Po prostu świetnie, wtedy gdy go ani trochę nie słuchałam on zamierza zrobić kartkówkę. Już wiem co dostanę...anyway....reszta lekcji minęła szybko. Nawet się nie zorientowałam, a już byłam przy wyjściu ze szkoły. Jeff zaproponował, że mnie podwiezie. Grzecznie odmówiłam i powiedziałam, że Matt po mnie przyjedzie, co okazało się błędem, bo on i Holland unieśli w dziwny sposób brwi. Zaśmiałam się na ten gest. Pożegnałam się i ruszyłam na parking przed szkołą. Brunet już był. Czekał na mnie w samochodzie czytając książkę (zresztą jak zawsze, było to uroczę, widzieć chłopaka z książką) Wsiadłam na miejsce pasażera.
- Hej. - powiedziałam ledwo słyszalnie i nie wiadomo czemu zarumieniłam się.
- Hej księżniczko, jak było w szkole ? - powiedział odrywając się od książki i chowając ją do schowka.
- Dobrze, chyba...dziś byłam jakaś nieobecna. - on tylko się uśmiechnął i odpalił silnik. Droga mijała w ciszy. Patrzyłam się przez okno, nagle zauważyłam, że mijamy mój dom. Odezwałam się zaskoczona. - gdzie jedziemy?
- Zabieram Cię na obiad. - powiedział z uśmiechem, a mi było głupio, bo akurat dzisiaj musiałam zapomnieć portfela.
- Ale nie mam pieniędzy. - powiedziałam zażenowana.
- Spokojnie ja stawiam. - Odwrócił głowę w moją stronę. - Czemu tak na mnie patrzysz? - ten niski głos był jak miód na moje uszy. Lynette on zadał Ci pytanie!
- Co? - wyrwałam się z zamyśleń, już byliśmy przed chińską restauracją (uwielbiam chińszczyznę!) On się uśmiechnął i ponowił pytanie.
- Czemu tak na mnie patrzysz? - zaśmiał się lekko i wyłączył silnik.
- Bo... - zapomniałam już jaki cudowny jesteś, tęsknie za spędzaniem z Tobą czasu. - bo jestem dziś nieobecna. - uśmiechnęłam się nieśmiało. Odwzajemnił uśmiech i wysiadł z samochodu, by otworzyć mi drzwi. - Co za dżentelmen.- zachichotałam.
- Idziemy ? -spytał i spojrzał się na mnie swoimi czekoladowymi oczami. Odwróciłam głowę w jego stronę. Nic nie odpowiedziałam tylko uśmiechnęłam się. On owinął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę restauracji. Z tego co pamiętam zawsze było tu pełno ludzi, a teraz ani jednej żywej duszy. Za nim poznałam mój teraźniejszy squad, z Matthew byliśmy tu prawie codziennie. Ruszyliśmy do "naszego" stolika. Spojrzałam w menu i zrobiłam zdziwioną minę. Te ceny kiedyś były o wiele, wiele niższe. Otworzyłam szeroko usta. Matt to zauważył i zaśmiał się. Podniosłam głowę nadal z otwartą buzią.
- Czy oni oszaleli z tymi cenami ? - powiedziałam prawie szeptem, dlatego że nie chciałam aby personel mnie usłyszał.
- Spokojnie, ja płacę. Nie przejmuj się. - nie mogłam pozwolić, żeby on za moje danie zapłacił aż 70 dolarów. To było przegięcie. Po jakiś 5 minutach podszedł do nas kelner.
- Dzień Dobry, mogę przyjąć zamówienie ?
- Dwa razy to co zawsze. - powiedział z uśmiechem i zamknął menu. Widocznie musiał tu często przebywać skoro kelner wiedział o co mu chodzi.Nie spytał mnie o to co ja chce. Byłam trochę zła na niego, że wybrał za mnie.
- Skąd wiesz co ja chce? - zapytałam zakładając ręce na piersi.
- Za każdym razem gdy tu jedliśmy brałaś to samo, więc...- urwał swoją wypowiedź, ponieważ kelner szedł już z naszymi zamówieniami. O dziwo byłam bardzo głodna. Jedliśmy w komfortowej ciszy.
Matt skończył jeść wcześniej, Wiedział, że nie lubię gdy ktoś patrzy jak jem, więc wyciągnął z plecaka książkę i zaczął czytać do momentu, aż skończyłam jeść.
-Dzięki za obiad - powiedziałam po skończonym posiłku. Uniósł głowę z nad książki i spojrzał na mnie i uśmiechnął się pokazując swoje nie tak idealne zęby. Nosił jeszcze aparat, więc można było mu to wybaczyć. Wyglądał strasznie słodko z tym aparatem i książką na kolanach.
-Dla Ciebie wszystko, księżniczko. - powiedział chowając książkę z powrotem do plecaka. - Idziemy ?
-Jasne. - powiedziałam z uśmiechem i wstałam od stolika.
Ruszyliśmy w stronę samochodu. Usiadłam na miejscu pasażera zaraz po ty, jak Matthew otworzył mi drzwi. Prawdziwy dżentelmen. On usiadł na swoim miejscu i odpalił silnik. Kierowaliśmy się do domu.
-Um..Matt?
-Tak? - powiedział nie patrząc na mnie.
-Chciałbyś wpaść? Pooglądamy jakiś film czy coś ?
-Jasne, tylko wjedziemy do sklepu po jakieś przekąski.- powiedział uśmiechając się i nadal nie patrząc na mnie.
Opowiadanie jest tak, że na wattpadzie (https://www.wattpad.com/story)
Zapraszam do komentowania i jestem ciekawa czy chcecie kolejną część. Piszcie!
Miłego xx
Ciekawi mnie dalsza część, czekam :D /Fiki
OdpowiedzUsuń