czwartek, 13 listopada 2014

Rozdział 2

*Perspektywa Zoey*

Ten pokój był przecudny. Gdy już się napatrzyłam, poszłam wziąść szybki prysznic i położyłam się spać.

Następnego dnia....

Wstałam było  około 12. Mama wstała ciutkę wcześniej i przygotowała pyszne naleśniki. Zjadłam śniadanie i zaczełam ogarniać siebie. Gdy już wyglądałam jak człowiek postanowiłam się wypakować, lecz za nim to zrobiłam zadzwoniłam do Kasi.
-Hej Kasia, obudziłam Cię ?
- Hej Zoey, nie nie jeszcze nie śpie czekałam aż zadzwonisz. To opowiadaj jak tam jest ?
- To świetnie. U mnie doskonale myślałam, że będzie źle  a tu....jest cudownie !!!!
- Poznałaś już jakiś przystojniaków??
- Nie, nawet nie wyszłam jeszcze z domu.
- Szkoda. Wiesz Kalifornia, plaża, chłopaki bez koszulek. Normalnie marzenie.
- Ty tylko o tych chłopakach myślisz.
- Nie no nie przesadzaj tak...
-Dobra ja już kończe, bo muszę się rozpakować.
- Okay, ja idę spać. Dobranoc kochana.
- No dobranoc.
Byłam szczęśliwa po rozmowie z Kasią. To bardzo miłe, że czekała aż zadzwonie. Nie ważne...zaczełam od największego pudła. Podczas tego męczącego wykładania rzeczy z pudeł....zauważyłam, że mam mnóstwo niepotrzebnych rzeczy. A więc przy okazji wyrzuce rzeczy, których nie używam i nie noszę. Jejku od wieków tego nie noszę do worka. Ja mam taką ładną bluzkę nawet nie wiedziałam. Pełno rzeczy pierwszy raz na oczy widzę. Mineły 3 godziny, a jeszcze tyle pudeł do rozpakowania. Nie dam rady tego dziś jeszcze sama zrobić.

Dochodziła godzina 17 polskiego czasu, czyli u nas 5. Mama zawołała mnie na obiad. Zeszłam na dół i byłam w totalnym szoku. Moja mama w  prawie 4 godziny i rozpakowała praktycznie wszystkie kartony, a było ich chyba z 15. Bo 5 należało do mnie. Wszystkie naczynia piękne lśniące, pięknie poukładane. Ubrania poprasowane, idealnie poskładane.
- Siadaj, i zajadaj. - powiedziała z uśmiechem.
- Pysznie pachnie, co to jest ?
- Makaron z Serem, tak zwany Mac and Cheese.
Uśmiechnełam się i zaczełam kosztować. Niby zwykłe proste danie, ale to jest pyszne. Moje favorite danie.
- Mamo! To jest pysznę.
- Wiem. Jak ci idzie rozpakowywanie się?
- Dosyć dobrze. Rozpakowałam jeden karton.
- Jak to jeden ? - spytała zdziwiona.
- No jakoś tak wyszło.
- Może ci pomóc ?
- Nie, nie poradze sobie. Było pyszne dziękuje, biore się za dalszą robotę.
- Okay, jakby co wołaj.
- Dobrze.- powiedziałam z uśmiechem, dałam mamie buziaka w policzek i poszłam na górę.
- A więc bierzmi się do pracy! - powiedziałam do siebie.
Po 3 godzinach rozpakowywania skończyłam.
- Jest w końcu. - znowu mówiłam do siebie.
Spojrzałam na zegarek była 8. Byłam padnięta. Zeszłam na dół coś przegryźć. Zjadłam kanapkę z serem. Wypiłam szklankę mleka. Poszłam do łazienki umyć się. I natychmiast poszłam spać. Szybko zasnełam.

Witajcie, drodzy czytelnicy. Jak wam się podoba? Wiem trochę krótki. Ale to dopiero początek. :D
Komentujcie jeśli się wam się podoba. Dziękuję, że go czytacie. :D

2 komentarze:

  1. Myślałam, że to ja nadużywam "uśmiechnął się" XD
    Nie mogłam się doczekać tego rozdziału i tak sądziłam, że jak przyjdę ze szkoły to będzie

    OdpowiedzUsuń