czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 11

Minęło kilka dni od grilla Lynchów. Zoey  była bardzo zawiedziona tym, że Rocky nie daje znaku życia. Dziewczyna dzwoniła nie raz, ale starała się także nie przesadzić. Nie miała z kim o tym porozmawiać. Czuła się samotna. Dosłownie nie miała do kogo buzi otworzyć. Postanowiła przestać się smucić i w końcu wyszła z domu. Postanowiła zwiedzić miasto.
- Hej Zoey, podwieść Cię ?- spytała blondynka z uśmiechem, wsiadając do samochodu.
- Hej Rydel, jasne.- odpowiedziała podchodząc do samochodu blondynki. Dziewczyny wsiadły do samochodu i pojechały w strone centrum handlowego. Jechały w ciszy. Zoey nie mogła wytrzymać w tej ciszy. I w końcu spytała.
- Co tam u Rockyego ?- mówiąc już żałowała.
- A dobrze, planuje....- Rydel przygryzła dolną wargę.- planuje moje urodziny.- powiedziała lekko zdenerwowana blondynka.
- O serio? Kiedy masz urodziny? Które to?- dopytywała rudowłosa by zmienic temat i nie myśleć o brunecie.
- 9 sierpnia. To już 18.- powiedziała z dumą.
- To już nie długo, a długo jesteś z Ellingtonem?
- Tydzień.- powiedziała ze szcześciem. Rydel była bardzo zadowolona ze związku z osiemnastolatkiem. Jechały tak jeszcze z 15 minut. Rozmawiały o Rydellington, R5Family. Stwierdziły, że to niesamowita sprawa z tą cała rodziną. Traktują fanów jak rodzine. Familia bardzo się ucieszy gdy usłyszą o Rydellington. Zoey była ciekawa jak to jest mieć zespół z rodzeństwem. Jak to jest jeździć po kraju i grać na scenie. Dla niej to było niesamowite. Uczucie, które muszą przeżywać co wieczór musi być nie do opisania. Dziewczyna nigdy nie była na żadnym koncercie, ciekawiło ją same uczucie bycia pod sceną, a co dopiero na scenie. Rozmyślanie rudowłosej przerwała Rydel machając jej ręką przed twarzą.  Siedemnastolatka przeraziła się i głową walnęła w dach samochodu.
- Zoey wszystko okay?- spytala zmartwiona blondynka.
- Tak, tak. Wszystko okay. To co idziemy?- powiedziała dziewczyna otrząsając się. Dziewczyny wyszły z samochodu i ruszyły w strone sklepów.

Tymczasem dom Lynchów...

*Perspektywa Rikera*

Leżałem spokojnie na kanapie, dzień jak co dzień. Rocky zachowywał się jakby dostał jakiegoś parkinsona czy coś. Wszędzie wkładał swoje włochate ręce. Do wazonu, pod kanape.
- Czego ty tak w ogóle szukasz ?!- krzyknąłem zdenerwonany. Rocky tak się przestraszył, że krzyknął.
- Co ja ? Ja szukam telefonu od kilku dni nie moge go znaleźć. Nie wierz może gdzie on jest?- spytał mnie podejrzliwie mile. Nie wiedziałem o co mu chodzi.
- Nie. Nie widziałem go. A ty co taki miły ?
- Nie ważne. Dasz zadzwonić ?- spytał mnie robiąc oczy szczeniaczka, jak tu takie mu odmówić.
- Robisz takie słodkie oczka. Jak by Ci odmówić? Już wiem... Nie!- oczywiście droczyłem się z nim. Ale uwielbiam gdy ktoś mnie prosi, a zwłaszcza dziewczyny.- No dam Ci dam, tylko się z tobą drocze.- powiedziałem do niego z szerokim uśmiechem i lekko klepłem go w ramie. - masz ale nie zgub.- nie mogłem się powstrzymać.
- Dzięki brat ratujesz mi życie.- odebrał telefon mi z ręki i wybiegl do kuchni. Oczywiście chciałem sprawdzić gdzie dzwoni i poszedłem za nim. Schowałem się za drzwiami.
- Co tam robisz bro?- cholerny Ross wystraszył mnie i prawie Rocky się dowiedział, że go podsłuchuje.
- Ross pacanie! Cicho! Podsłuchuje Rockyego.- powiedzialem stanowczo i walnąłem go w tył głowy.
- Mamo! Riker mnie bi....
- Młody zamknij się.- gdy bym nie zakrył mu ust dostał bym ochrzan od matki i jeszcze od naszej ciamajdy.
- Ci ci ciiiii, słyszałeś zamawia kwiaty. Idzie z Zoey na randke!- Ross ucieszył się jak mała dziewczynka widziąca kogoś z ulicy sezamkowej.
- O matko to genialne!- zacząłem skakać jak dziewczynka i przedrzeźniać Rossa. Ten zrobił mine z pod byka, odwrócił się i poszedł w długą.
- Na osiemnastą mają być gotowe.- no no brat staraj się staraj ona do ciebie w tej chwili wydzwania powtarzałem sobie w glowie, aż nagle coś zaczęło dzwonić w kwiatach. Oczywiście to był jego telefon, nie mógł znaleźć bo leżał w zielonych paprotkach mamy.
- Rocky Mark Lynch znalazłem twojego IPhone. Co za to dostane ?!- wydarłem się by na pewno słyszał. Przyleciał do mnie jak szczeniaczek chcący iść na spacer.
- Oddam Ci twój telefon.- powiedział
podnosząc dwukrotnie brwi do góry. Przeraził mnie.
- To na raz, dwa, trzy.- równocześnie podaliśmy sobie telefony. Rocky od razu po leciał do naszego pokoju. Zapewne telefon był rozładowany. A on musiał zadzwonić do swojej "dziewczyny". Czemu ja gadam do siebie ? Pytałem siebie i waliłem się ręką w głowe.

Dziewczyny wróciły z zakupów wykończone z pełnymi torbami zakupów. Rydel strasznie polubiła Zoey. Ale i tak chciała ją lepiej poznać.
- Zoey, może chciałabyś u mnie nocować takie wiesz piżama party?- spytala z entuzjazmem blondynka.
- Jasne! Tylko pójdę zostawić zakupy w domu i się spakuje. To tak za godzinkę u Ciebie będę okay ?
- Okay. Do zobaczenia.- powiedziała z uśmiechem ciemnooka. I obie poszły do swoich domów. Zoey miała wyciszony telefon i nie słyszała jak Rocky kilka krotnie próbował się z nią z kontaktować. Rudowłosa spakowała kilka potrzebnych rzeczy. Wybrała najlepszą piżame, najseksowniejszą jaką miała chciała lekko zemścić się na brunecie. Była zła, że nie zadzwonił, ani nawet nie napisał. Była gotowa do wyjścia. Napisala karteczkę na lodówce dla mamy.
Siedemnastolatka zadwoniła do drzwi. Otworzył jej wysoki blondyn.
- Hej mała.- powiedział ciemnooki opierając się ręką o futryne drzwi. Podniósł dwukrotnie brwi i "puścił" buziaka dziewczynie.
- Riker nie chce być nie grzeczna, ale mała to jest twoja pała, ja po prostu jestem niska.- powiedziala z pełną powagą ciemnooka.
- Ostra i stanowcza! Takie lubie.- powiedzial warcząc jak lew.
- Riker! Zostaw mojego gościa!- blondynka uderzyła chłopaka w tył głowy. Nagle z salony dobiegł głos Rossa.
- Zoey nie przejmuj się! Riker jest starym zboczeńcem.- chłopak wypowiadając te słowa mało nie wybuch śmiechem.
- Młody lepiej uciekaj!- wydarł się najstarszy z rodzeństwa, wybiegł z korytarza i zaczął gonić młodszego brata.
- Rydel  beż obrazy, ale ty tu masz zoo.- powiedziała rudowłosa robiąc wielkie oczy.
- Ja wiem.- obie dziewczyny wybuchły śmiechem. Blondynka zabrąła koleżankę do swojego różowego pokoju.
- Śliczny pokój!
- Dzięki, rozgość się, kuchnia jest korytarzem prosto. Na dole jest też pokój moich rodziców. Z lewej strony od mojego pokoju jest jaskinia najmłodszych czyli Rossa i Rylanda. Na przeciwko jest pokój chłopaków tych "starszych".- powiedziala to pokazując w powietrzu cucysłów.- Rikera i Rockyego, a obok jest łazienka. No to chyba wszystko wiesz yyyyy....a jeszcze jedno nie ździw się gdy zobaczysz tu Ellingtona on ma klucze i wchodzi jak do siebie.
- To ja pójdę się przebrać w piżamkę.- Zoey pomieszały się pokoje i nie wiedziała, który to który lekko spanikowała. Bała się też, że w padnie na Rikera. Wydawał jej się troszeczkę zboczony. Zapukała do drzwi łazienki. Trafiła za pierwszym razem.
- Proszę.- krzyknął za drzwi męski głos. Dziewczyna delikatnie otworzyła drzwi, i zobaczyła golącego się bruneta z ręcznikiem zasłaniających jego miejsce imtymne. Rocky uśmiechnięty od ucha do ucha, ciepło przywitał ciemnooką. Przytulił mocno Zoey, gdy chciał puścić dziewczyne ręcznik przyczepił się do rozporka. Materiał spadł z chłopaka. Oboje puścili "buraka". Rudowłosa próbowała odczepić ręcznik od rozporka, a brunet szybko chwycił inny ręcznik owinął się nim i wyszedł zawstydzony do swojego pokoju.
- A ty co? Wyglądasz jak poparzony!- blondyn zaczął się śmiać.
- Ona go widziała.- chłopak usiadl ma łóżku chwytając głowe w obie ręce.
- Nie gadaj! Już widziała twojego małego? O matko stary!- Riker nie wytrzymywał ze śmiechu.
- Ejejej, nie przesadzajmy tak?! Mały to on nie jest!- wydarł się chłopak i bał się, że Zoey to usłyszy.





Mam nadzieję, że się spodobał. Wiem trochę pokręcony. Ale pisałam to w nocy. A właściwie to nad ranem. Zaczęłam o 02:30 a.m. A z kończyłam o 06:54 a.m. Więc mogą być błędy! Zdania będą bez sensu! XD Ale i tak mam nadzieje, że się pośmiejecie, może popłaczecie z tego jakie to tragiczne. XD Lubie pisać głupoty XD To picollo na mnie źle wpływa. XD Sylwester był mega!! Dzięki Agi xD  Otarłam się o śmierć! Dobra mniejsza z tym. Miłego dnia/wieczoru/popołudnia/inne te pory.







2 komentarze: